Niedziela prezent od Pana Boga

Z ks. inf. Ireneuszem Skubisiem - od 25 lat redaktorem naczelnym "Niedzieli" - rozmawia Milena Kindziuk

Milena Kindziuk: - Wkrótce "Niedziela" ukaże się w innym formacie i w zmienionej szacie graficznej. Na czym będą polegać główne zmiany?

Ks. inf. Ireneusz Skubiś: - Pismo stanie się bardziej atrakcyjne od strony graficznej: więcej zdjęć, więcej koloru, krótsze teksty, ale też, miejmy nadzieję, będzie jeszcze ciekawsze i bardziej treściwe.

- Dlaczego takie zmiany?

- Nadeszły nowe czasy, a wraz z nimi nowe wyzwania. Od dłuższego czasu dochodziły do mnie głosy zarówno świeckich, jak i duchownych, że lepiej by było, gdyby Niedziela miała mniejszy, bardziej poręczny format. Młodzi czytelnicy domagają się, by pismo miało nowoczesną szatę graficzną. Wychodzimy tym oczekiwaniom naprzeciw. Formuła pisma jednak generalnie pozostanie taka sama, by nie zrazić tych czytelników, którzy się do niej przyzwyczaili. Nie zmieni się też wielkość czcionki.

- Czytelnik jest zatem najważniejszy?

- Zdecydowanie tak. Myślę, że nasz tygodnik w nowym formacie będzie sympatyczny i przyjazny dla wszystkich. Propozycję nowej makiety przekazałem zresztą do ekspertyzy jednemu z dużych wydawnictw francuskich i ocena wypadła bardzo korzystnie. To dobry znak.

- Zmiana ta dokonuje się w momencie, gdy mija 25 lat od chwili reaktywowania "Niedzieli". Wróćmy więc do początków. Jak to się stało, że w 1981 r. podjął się Ksiądz odnowienia i prowadzenia pisma?

- Zadanie to zlecił mi mój częstochowski biskup Stefan Bareła. Zresztą dowiedziałem się o tym w niezwykłych okolicznościach.

- Podczas słynnego spaceru w lesie?

- Tak. Doskonale pamiętam ten dzień. Był grudzień 1980 r. Zbliżało się Boże Narodzenie. Bp Bareła wrócił właśnie z Konferencji Episkopatu Polski, gdzie przedstawił biskupom sprawę powrotu Niedzieli. Wydawało się, że nadszedł dobry czas, powstała już "Solidarność". Wtedy właśnie zaproponował mi wyjazd do lasu.

- Chodziło o pewność, że nikt tej rozmowy nie podsłuchuje, czy tak?

- Tak. Las był takim miejscem, w którym na sto procent nie było podsłuchów. Pojechaliśmy w sutannach. Spacerowaliśmy jakieś dwie godziny. Na szczęście nie padał śnieg, nie było też wielkich mrozów. Wtedy właśnie Biskup poprosił mnie, bym podjął starania o reaktywowanie Niedzieli. Ustalaliśmy, co mam robić, krok po kroku.

- Dlaczego ta funkcja przypadła akurat Księdzu?

- Zapewne dlatego, że pracowałem wtedy jako dyrektor wydawniczy w częstochowskiej Kurii, redagowałem też Częstochowskie Studia Teologiczne, miałem więc pewne przygotowanie do prowadzenia pisma. I świetną bazę w postaci ludzi - moich studentów z duszpasterstwa akademickiego, które prowadziłem. To właśnie z nimi wydawałem Monitor Kościelny, w którym zbieraliśmy w maszynopisie teksty Jana Pawła II.

- I co Ksiądz zrobił po rozmowie z Biskupem?

- Udałem się do Katowic, do bp. Herberta Bednorza, który był szefem Komisji Episkopatu ds. Wydawnictw. Ale on rozłożył bezradnie ręce i powiedział: "Ale jak ja mogę księdzu pomóc?". Wtedy któryś z księży poradził mi, bym poszedł do ks. Stanisława Tkocza, do Gościa Niedzielnego. Tak też zrobiłem. Ks. Tkocz przyjął mnie bardzo życzliwie i udzielił wielu cennych rad. Potem coraz częściej musiałem jeździć do Warszawy, nawet dwa lub trzy razy w tygodniu. Co ciekawe - zwykle jechał za mną milicyjny samochód. Funkcjonariusze zatrzymywali mnie, sprawdzali dokumenty, kazali otwierać bagażnik.
Odwiedzałem różne urzędy, prowadziłem wiele rozmów, m.in. z prof. Jerzym Ozdowskim, wicepremierem w rządzie gen. Jaruzelskiego. Tak się złożyło, że był on profesorem na KUL-u i ATK i z dawnych lat znał się z bp. Barełą, był więc dobrze nastawiony do podjęcia starań o Niedzielę. I udało się. 5 marca 1981 r. nadeszło oficjalne pismo, że Niedziela może być reaktywowana.

- Ale później odmówił Ksiądz prof. Ozdowskiemu publikacji na łamach "Niedzieli"...

- Musiałem tak zrobić. Ozdowski zaproponował mi, że zrecenzuje książkę kard. Józefa Glempa z kazaniami ze stanu wojennego. A ja się na to nie zgodziłem.

- Dlaczego?

- Uważałem, że jego nazwisko, kojarzone jednak z rządem komunistycznym, nie powinno się ukazać w Niedzieli. Ozdowski był wstrząśnięty, ja czułem się głupio. Gdy opowiadałem to później Księdzu Biskupowi, usłyszałem tylko: "Aleś ty odważny!".

- Do pierwszego numeru "Niedzieli" w 1981 r. artykuł napisał Stefan Kisielewski.

- Wiążą się z tym artykułem smutne okoliczności. Przygotowywaliśmy właśnie do druku pierwszy, reaktywowany po 28 latach numer Niedzieli. Był 28 maja 1981 r. Wczesnym rankiem tego dnia udałem się do Warszawy, by załatwić w "Ruchu" formalności związane z kolportażem Niedzieli. Tam dowiedziałem się, że tej nocy zmarł Ksiądz Prymas. Wtedy właśnie pojechałem do znanego publicysty i kompozytora Stefana Kisielewskiego, z którym się dobrze znałem, i zaproponowałem mu napisanie artykułu o Księdzu Prymasie. Od razu się zgodził i już następnego dnia przysłał tekst. Zamieściliśmy go na pierwszej stronie Niedzieli, przy zdjęciu Prymasa. Natomiast teksty witające nas jako nową inicjatywę ewangelizacyjną, m.in. z watykańskiego Sekretariatu Stanu czy od bp. Bareły - ordynariusza częstochowskiego łącznie z tym, który napisał specjalnie dla nas kard. Wyszyński, znalazły się na ostatniej stronie Niedzieli.

- Kto jeszcze pisał w pierwszych numerach "Niedzieli"?

- Mieliśmy autorów z kręgu Tygodnika Powszechnego, np. Tadeusza Szymę, z KUL-u, także znanych publicystów katolickich i klarownych opozycjonistów. Zależało mi na ludziach związanych z Kościołem. Dbałem o to, by Niedziela była postrzegana jako pismo niezależne i czyste.

- Czyli właściwie jakie?

- Jednoznaczne, klarowne, takie jak Kościół, a więc oparte na czystej teologii, wyraźnych zasadach moralnych i nauce społecznej Kościoła. Bez mącenia, bez wikłania się w rzeczywistość stricte polityczną. Chciałem, by pismo spełniało rolę duszpasterską. W Polsce Ludowej było to trudne ze względu na działania Służby Bezpieczeństwa i innych urzędów, które dążyły do zniszczenia Kościoła i próbowały wikłać go w swoją działalność.

- Ile osób pracowało nad przygotowaniem pierwszego numeru?

- Około dwudziestu.

- A kto z nich pracuje do dzisiaj?

- Kilka osób, m.in. red. Lidia Dudkiewicz.

- Jak rozszedł się pierwszy numer "Niedzieli"?

- Bardzo dobrze. Praktycznie nie mieliśmy zwrotów. Podobnie było w późniejszych latach. Doskonale pamiętam np. numer z listopada 1984 r., w którym pisaliśmy o śmierci ks. Popiełuszki. Listonosz przyniósł nam wtedy cztery numery zwrotne z całego 100-tysięcznego nakładu. To był fenomen, że Niedziela była z takim entuzjazmem przyjęta przez ludzi w Polsce.

- Księże Redaktorze, a które artykuły na przestrzeni ostatniego ćwierćwiecza były przełomowe, legendarne?

- Tekstów przełomowych, ważnych, na przestrzeni lat było wiele. Na pewno należą do nich relacje z papieskich pielgrzymek do Polski, które pisał na moją prośbę ks. Mieczysław Maliński. Ważne były też artykuły ks. prof. Wojciecha Góralskiego na temat konkordatu i inne.
Sądzę, że teksty, jakie ukazały się w ciągu ostatnich 25 lat na łamach Niedzieli, można podzielić na te do 1989 r., kiedy obowiązywała cenzura, i te po 1989 r., kiedy została zniesiona. Niestety, w tym pierwszym okresie wiele ciekawych tekstów było ocenzurowanych. A cenzorowi zależało na tym, żeby jego ingerencji nie było widać. Postanowiliśmy jednak w redakcji, że nie będziemy ukrywać ingerencji cenzury. Czasami wychodziły z tego zabawne historie.

- Na przykład?

- Radziecka agencja TASS napisała kiedyś potworne bzdury o pielgrzymkach do Częstochowy. Postanowiłem więc wiernie ją zacytować, żeby ludzie o tym wiedzieli. Ale cenzor dostrzegł w tym prowokację i tekstu do druku nie puścił. De facto więc ocenzurował radziecką agencję TASS! Było z tego potem dużo śmiechu.

- A po roku 1989?

- Pojawili się na naszych łamach autorzy, którzy pisali wyraźne, "ostre" artykuły. Na niektóre z nich zwracał uwagę nawet sam Ojciec Święty.

- Na jakie?

- Nie chciałbym mówić o tym publicznie, choć muszę przyznać, że autorów tych artykułów poinformowałem o tym.

- Czyli Jan Paweł II czytał "Niedzielę"?

- Na pewno ją przeglądał. Pamiętam, że Papież zadawał mi nieraz bardzo szczegółowe pytania, dopytywał o ludzi kultury, o sposób funkcjonowania pisma.

- Jakie to uczucie: mieć świadomość, że Następca św. Piotra czyta pismo, którym Ksiądz kieruje?

- Cieszyłem się i byłem z tego dumny. Traktowałem to jako wielkie zobowiązanie dla pisma.

- Skąd wtedy czerpano wiadomości z życia Kościoła powszechnego?

- Przede wszystkim z Radia Watykańskiego. Była w redakcji jedna osoba, która nagrywała audycje, a potem je spisywała. Nie było jeszcze KAI-u czy innych katolickich agencji informacyjnych, praca wyglądała więc zupełnie inaczej niż dzisiaj. Podobnie zamówione teksty nie przychodziły e-mailem ani faksem, którego wtedy nie było, tylko... przyjeżdżały pociągiem! Pamiętam, jak o drugiej w nocy wychodziłem na dworzec, bo wtedy przyjeżdżał pociąg z Lublina i konduktor przekazywał mi artykuły z KUL-u. Sam też jeździłem po całej Polsce do poszczególnych autorów, żeby osobiście odebrać od nich teksty. Bywało, że miesięcznie robiłem kilka tysięcy kilometrów. Dzisiaj trudno sobie to nawet wyobrazić.

- Potem jednak do redakcji zaczęli ściągać ludzie. "Niedziela" stała się ważnym ośrodkiem opiniotwórczym w Polsce. Podobno przybył tu nawet ks. Popiełuszko?

- Tak, przyjechał w 1983 r. Przyjęła go wtedy Lidia Dudkiewicz, mój zastępca. Otrzymała od niego pamiątkowe zdjęcia, które mamy w redakcji do dziś. Ks. Jerzy prosił wtedy także o pomoc w otrzymaniu zaproszenia na spotkanie z Papieżem, który miał przyjechać do Polski.

- A inni ciekawi ludzie, którzy przewinęli się przez "Niedzielę" w ciągu tych 25 lat?

- Wiele, wiele nazwisk... Na przykład kard. Marty - arcybiskup Paryża albo kard. König, który prosił, bym opublikował w Niedzieli ważne oświadczenie, w którym wyjaśniał swoje głośne wówczas tezy. Odwiedzali nas też prymas kard. Józef Glemp, nuncjusz apostolski abp Józef Kowalczyk i wielu biskupów. Ciekawą wizytę złożył nam w ubiegłym roku pewien Żyd z Argentyny, którego - jak się okazało - uratował ks. Antoni Marchewka, mój poprzednik na stanowisku redaktora naczelnego Niedzieli. Odwiedzili Niedzielę i udzielili wywiadu Lech i Jarosław Kaczyńscy.

- "Niedziela" słynie z dobrych kontaktów z biskupami. Czy może Ksiądz powiedzieć, którzy biskupi są najbardziej zaprzyjaźnieni z "Niedzielą"?

- Bardzo dobry kontakt mamy z kard. Stanisławem Dziwiszem, który publikuje u nas swoje teksty. Jestem mu ogromnie wdzięczny za tę przyjaźń, zresztą wieloletnią. Dużą życzliwość wykazują: prymas Polski kard. Glemp, kard. Grocholewski, abp Michalik, bp Karpiński, bp Małysiak, bp Rybak, abp Pylak, bp Orszulik, nuncjusz apostolski abp Kowalczyk, który poświęcił naszą redakcję, bp Zawitkowski, nasz wieloletni poczytny autor, bp Dec. Serdecznie cieszę się każdym kontaktem z kard. Nagim. Jakże nie wspomnieć przyjaźni abp. Nowaka, bp. Długosza czy bp. Wątroby. Zresztą fakt, że mamy 20 edycji diecezjalnych, a od jesieni będzie ich więcej - powstaje bowiem edycja w Krakowie i Świdnicy - to znak, że mamy dobry kontakt z biskupami diecezjalnymi i że oni nam ufają.

- Właśnie, jak doszło do powstania edycji diecezjalnych "Niedzieli"? Skąd taki pomysł?

- Zrodził się w Łodzi. Razem z tamtejszym bp. Adamem Lepą doszliśmy do wniosku, że wskazane byłoby utworzenie edycji diecezjalnych. Niedziela ogólna bowiem prezentuje tematy ogólnokościelne: wypowiedzi Papieża, biskupów, Konferencji Episkopatu, teksty teologiczne, pastoralne, prawne, historyczne, wychowawcze, kulturalne. Edycje natomiast umożliwiają przekazywanie informacji z życia Kościoła lokalnego. I to jest ich atut. Wielkim osiągnięciem jest również edycja chicagowska. To bardzo ważne, że amerykańska Polonia może za pośrednictwem Niedzieli czerpać informacje o Kościele w Polsce.

- Jaki był najbardziej przełomowy moment dla redakcji "Niedzieli" w ciągu ostatnich 25 lat?

- Myślę, że śmierć Jana Pawła II. Było oczywiste, iż Ojciec Święty gaśnie i powoli przechodzi w ramiona Ojca, choć ciałem był jeszcze na tej ziemi, a mimo to nie mieliśmy przygotowanego numeru Niedzieli na tę okoliczność. Nie wywiązałem się z obowiązków przede wszystkim ja sam.

- Jak to należy rozumieć?

- Nie napisałem wcześniej - do stałej rubryki - felietonu o zmarłym Papieżu i nie wydałem polecenia, by zaprojektować okładkę z informacją, że Ojciec Święty nie żyje. Po prostu nie miałem siły i odwagi ani pisać tekstu, ani nawet myśleć o Janie Pawle II w czasie przeszłym. Wydawało mi się, że ten Papież będzie wśród nas zawsze, że to niemożliwe, by odszedł. Dopiero w nocy ruszyła cała machina redakcyjna i - ze spóźnieniem - zaczęliśmy przygotowywać do druku numer Niedzieli informujący o śmierci Papieża. Dopiero wtedy wymieniliśmy okładkę.

- Jaka jest dzisiaj rola "Niedzieli" na rynku mediów?

- Taka jak wszystkich pism katolickich: mają głosić współczesnemu człowiekowi przesłanie dobra i nadziei. Pismo katolickie formuje, pomaga pogłębiać wiarę, kształtować sumienie, pozwala lepiej rozumieć Kościół. Jest szkołą modlitwy, zamyślenia nad światem, życiem, wreszcie nad sobą. Problematyka artykułów bowiem w gruncie rzeczy dotyka spraw dla człowieka najważniejszych, co nakłada, oczywiście, na media katolickie większą odpowiedzialność w porównaniu z tytułami świeckimi.
Równie ważną rolę spełnia informowanie czytelnika o życiu całego Kościoła, ze szczególnym uwzględnieniem nauczania Papieża i biskupów. I jeszcze jedno: prasa katolicka musi być obiektywna. Bo jeżeli jakieś pisma reprezentują czyjeś interesy, handlowe albo narodowe (gdy na przykład właścicielami polskich gazet są Norwegowie czy Niemcy), to o ten obiektywizm trudniej.

- Mówi Ksiądz o "Niedzieli" na tle innych pism katolickich. Czy znaczy to, że na rynku jest miejsce dla różnych pism?

- Oczywiście, że tak. Myślę, że na rynku czytelniczym tego miejsca jest naprawdę sporo. Najważniejsze jest tylko to, by ludzie chcieli w ogóle czytać. Tymczasem czytających jest w Polsce zaledwie kilka procent. A prawdziwa formacja człowieka dokonuje się właśnie przez lekturę prasy katolickiej. Dlatego wielkim zadaniem Kościoła jest dzisiaj przekonanie człowieka, że bez lektury prasy katolickiej nie ma pogłębionego chrześcijaństwa. Lektura skłania do refleksji. A bez refleksji psychika dorosłego pozostaje na poziomie dziecka.
Pismo katolickie pomaga też odnaleźć się w kulturze, uświadamia uczestniczenie w niej, pozwala zrozumieć, że człowiek jest nie tylko wędrowcem, który idzie przez świat, ale że również uczestniczy w sprawach tego świata. Że jest - jak mówił kard. Wojtyła - participans.

- Czy spotkał Ksiądz kogoś, kto po przeczytaniu jakiegoś artykułu w "Niedzieli" nawrócił się, wyspowiadał? Czy widać wymierne efekty tego, że "Niedziela" zbliża ludzi do Boga?

- Znam takie przypadki. Otrzymuję listy, które informują, że ktoś zaczął nowy etap życia i teraz regularnie czyta Niedzielę.

- Czy taka przemiana postaw dla Księdza - jako kapłana - stanowi największą satysfakcję?

- Tak. Nie traktuję bowiem mojej pracy tylko jako dziennikarskiej. Jest to też praca kapłańska, pewna misja do spełnienia.

- I przez te 25 lat nie miał Ksiądz chwili wątpliwości? Albo ochoty, by rzucić "Niedzielę" na rzecz duszpasterstwa?

- Owszem, miałem. Był taki moment, kiedy poszedłem do mojego Biskupa i oznajmiłem mu, że odchodzę z redakcji, bo chcę być zwyczajnym księdzem, który wychodzi do ludzi i głosi kazania. Wtedy Biskup spojrzał mi prosto w oczy i powiedział: "A kto głosi tyle kazań, ile ksiądz za pośrednictwem Niedzieli?". Zrozumiałem wówczas, że dziennikarstwo w mediach katolickich jest również formą pracy duszpasterskiej. Że jestem duszpasterzem poprzez intencję Kościoła. I to mnie zatrzymało w Niedzieli.

- Czy "Niedziela" jest dziełem życia Księdza?

- Tym, co wyznacza moje życie, jest głównie kapłaństwo.

- Ale kapłaństwo realizuje Ksiądz w "Niedzieli"...

- Tak. I bardzo to sobie cenię. Podobnie jak wcześniej bycie przez 16 lat duszpasterzem akademickim.

- Podkreślał Ksiądz Redaktor wiele razy, że główną redaktorką "Niedzieli" jest Maryja. Kim Ona jest w życiu Księdza?

- Zawsze była dla mnie Kimś Bardzo Ważnym. Pobożności maryjnej nauczyłem się w Niepokalanowie. Byłem zafascynowany o. Maksymilianem Kolbem, który Maryję otaczał wielkim kultem. A potem Prymasem Tysiąclecia i jego postawą zawierzenia Matce Bożej. To pozostało we mnie do dziś.

- Jak często Ksiądz klęczy przed Cudownym Obrazem Matki Bożej na Jasnej Górze?

- Stosunkowo często. Codziennie natomiast o godz. 21.00 staram się włączać w Apel Jasnogórski.

- A jaką modlitwę odmawia Ksiądz najchętniej?

- Bardzo lubię brewiarz - to jest modlitwa, bez której nie wyobrażam sobie życia. Odmawiam też Różaniec. Lubię również modlić się w ciszy przed Najświętszym Sakramentem.

- Szef "Niedzieli" ma na to czas?

- Bez modlitwy i życia duchowego nie wyobrażam sobie żadnego działania.

- Jak spędza Ksiądz wolny czas?

- Odwiedzam moich najbliższych, przede wszystkim ojca, który ma już 95 lat. Chętnie też czytam, gdy mam czas. Lubię książki teologiczne, a także poświęcone historii najnowszej, polityce społecznej.

- A do jakich lektur Ksiądz chętnie wraca?

- Do poezji Cypriana Kamila Norwida. Zachwyca mnie głębia myśli tego wielkiego romantyka, poetyka przemilczeń, niedomówień. To jedyny teolog wśród poetów. Mistrz słowa.

- Czy czuje się Ksiądz szczęśliwy?

- Bardzo.

- Co daje to poczucie szczęścia?

- Spełnienie.

- Przez to, że prowadzi Ksiądz "Niedzielę"?

- Tak, ale patrząc przez pryzmat kapłaństwa.

- Na jakie trudności napotyka Ksiądz w pracy? Co wywołuje największy lęk?

- Najbardziej boję się o ludzi, o moich pracowników, za których czuję się odpowiedzialny. Lękam się o to, czy zdołam utrzymać 180 osób, które zatrudniam, i czy każdemu z nich będę mógł na czas wypłacić pensję. Chciałbym też, aby nikt z nich nie był chory, by nikogo nie dotykało nieszczęście.

- Modli się Ksiądz za swoich pracowników, którzy są rozsiani po całej Polsce?

- Tak, bardzo często. Odprawiam też za nich Msze św. Myślę o nich, cenię ich. To wspaniali ludzie. Oczywiście, zdarzają się sytuacje trudne, przykre, że ktoś zawiedzie zaufanie, oszuka, zdradzi. Ale takie jest życie. Generalnie jednak spotykam naprawdę cudownych ludzi, którzy wciąż potrafią zaskakiwać. Niedawno na przykład ktoś podarował mi obraz. Kiedy go rozpakowałem, okazało się, że jest to portret mojej matki, która niedawno umarła. Był to dla mnie wstrząs. Wzruszyłem się. Przyznam, że zdarza mi się to rzadko. Bo raczej twardo stąpam po ziemi i jestem realistą. Ten realizm zresztą bardzo mi pomaga w życiu. Wtedy jednak pomyślałem: jaka to łaska, że tu jestem. I że za pośrednictwem Niedzieli mogę pomagać tak licznym czytelnikom. Uważam to za największy prezent od Pana Boga w moim kapłańskim życiu. Nie mogło mi się przydarzyć nic lepszego.

"Niedziela" 38/2006

Editor: Tygodnik Katolicki "Niedziela", ul. 3 Maja 12, 42-200 Czestochowa, Polska
Editor-in-chief: Lidia Dudkiewicz • E-mail: redakcja@niedziela.pl