Koniec amerykańskiego marzenia

Ks. Ryszard Winiarski

Frank Sinatra śpiewał: „Jeśli uda ci się w Nowym Jorku, uda ci się wszędzie”. Miasto nazywane zgniłym jabłkiem daje niesamowite wprost możliwości, ale potrafi też pogrążyć każdego, kto nie wytrzymuje dyktowanych tu warunków. Miasto, które obiecuje spełniać każde marzenie, stało się sceną nieoczekiwanego dramatu.

Lądowa wersja Titanica

11 września 2001 r. skończył się pewien świat. Skończył się „american dream” – amerykański sen o świecie, w którym Ameryka dyktuje warunki wszystkim pozostałym. Kraj, który poza wojną secesyjną nie doświadczył nigdy napaści na własnym terytorium, został ugodzony najdotkliwiej, w dodatku bronią, którą sam wymyślił. Bin Laden, latami wspierany przez CIA, zwrócił się przeciwko swoim dobroczyńcom i całej „cywilizacji krzyżowców”. Posyłając fanatyków, którzy o wiele bardziej gotowi są umrzeć, niż my gotowi jesteśmy żyć, zdobył granice imperium, które każdego dnia na swoje bezpieczeństwo wydaje ponad miliard dolarów. Zburzył nie tylko Twin Towers WTC, ale zburzył mit, którym Amerykanie karmili siebie i resztę świata.
Bliźniacze wieże zaprojektowane w pracowni Japończyka – Minuro Yamasaki budowane były w latach 1966-73, w czasie wojny w Wietnamie. Podczas gdy na 106.-107. piętrze jednej z wież powstawała ekskluzywna i najbardziej dochodowa restauracja w Stanach Zjednoczonych – Windows on the World – amerykańcy marines napalmem palili pola ryżowe, pacyfikowali całe wioski i gwałcili. Na drugiej wieży znajdowała się iglica CNN. Jej właściciel – Tedd Turner, zaciekły wróg chrześcijaństwa, zwykł mawiać, że zrobi wszystko, by zniszczyć religię, a jego stacja będzie transmitować nawet koniec świata. Dwie wieże – symbol ludzkiej pychy – zawaliły się na oczach wszystkich. To lądowa wersja Titanica.
Pewien ksiądz, który był na jednej z tych wież w przeddzień zamachu, z niesmakiem słuchał, jak pilotka mówiła turystom: „Spójrzcie w dół, tam nisko jest katedra św. Patryka – dzieło Kościoła. Kiedyś to był najwyższy punkt Manhattanu. Wieże WTC to wyzwanie rzucone samemu Bogu”. I stało się. Ksiądz szczęśliwie wrócił do Polski, żyje i pracuje jako wykładowca KUL-u, pilotka znalazła się na liście osób zaginionych, których nawet kodu genetycznego nie można znaleźć. W zamachu zginęło blisko 3 tys. osób (w tym 6 Polaków).
Zanim zawaliły się bliźniacze wieże WTC, wcześniej w Bostonie w pobliżu lotniska władze nakazały obniżyć dwie wieże kościoła, bo podobno przeszkadzały w nawigacji. Przypadek?
Samoloty zamachowców startowały z płyty lotniska, które Jan Paweł II ucałował, witając się z Ameryką w czasie swojej pierwszej pielgrzymki. Przypadek?

Klucz do zrozumienia tragedii WTC

W tamten tragiczny wtorek (11 września 2001 r.) w Liturgii Godzin było wymowne czytanie z Księgi Habakuka. Jest to najmniejsza księga Pisma Świętego. Trudno ją w ogóle zauważyć, ale kiedy czytałem jej fragmenty przewidziane w Liturgii Godzin, uderzyła mnie treść. Pomyślałem, że to jakiś zaskakująco aktualny komentarz. Bóg ustami Habakuka mówi:
„Spójrzcie na ludy wokoło, a patrzcie w pełni zdumienia i trwogi: gdyż Ja dokonuję za dni waszych dzieła – nie dacie wiary, gdy wieść o nim przyjdzie. Oto powołam Chaldejczyków, lud dziki i gwałtowny, który przemierza ziemie rozległe, aby zagarnąć siedziby nie swoje.
Trwogę budzi ten naród, dla niego przemoc jest prawem. Jego konie są bardziej rącze niż pantery, bardziej drapieżne niż wilki wieczorem; jeźdźcy ich w pędzie gonią za łupem, zbliżają się szybko z daleka, spadając na żer niby orzeł.
Wszyscy oni idą pełni żądzy mordu, a ich spojrzenia są jak wiatr palący; gromadzą jeńców niby ziarna piasku. Królowie są dla nich przedmiotem szyderstwa, a pośmiewiskiem stają się władcy; twierdze zaś wielkie to dla nich igraszka, sypią szańce i biorą je szturmem (…). I odpowiedział Pan tymi słowami: «Zapisz widzenie, na tablicach wyryj, by można było łatwo je odczytać. Jest to widzenie na czas oznaczony, lecz wypełnienie jego niechybnie nastąpi; a jeśli się opóźnia, ty go oczekuj, bo w krótkim czasie przyjdzie niezawodnie. Oto zginie ten, co jest ducha nieprawego, a sprawiedliwy żyć będzie dzięki swej wierności»”. Przypadek?
Ktoś zapyta: Czy tekst napisany w VI wieku przed Chrystusem może być kluczem do zrozumienia tego, co dzieje się współcześnie? Tak, może i powinien! Bóg dał swoje Słowo na wszystkie czasy i każda epoka ma ten sam klucz interpretacyjny, niezależnie od tego, co się wydarza. Dzień po (The Day After – jak mówią Amerykanie) w brewiarzu był kolejny fragment proroctwa Habakuka: „Zaiste bogactwo oszukuje, a człowiek pyszny nie zazna spokoju: traci rozsądek i spokój; gardziel szeroko rozwiera jak Szeol i jak śmierć nigdy nie jest nasycony; choć zebrał ludy wszystkie wokół siebie, wszystkie narody przy sobie połączył. Czyż one go nie wezmą za przedmiot szyderstwa, piosenki i wiersze na niego ułożą? Powiedzą: «Biada temu, co mienie cudze zabiera i obciąża się zastawem zbyt wielkim!». Czyż nie powstaną nagle wierzyciele twoi i nie obudzą się twoi dręczyciele – a ty się staniesz ich łupem? Ponieważ złupiłeś liczne narody, złupią i ciebie pozostałe ludy z powodu rozlewu krwi ludzkiej i gwałtów dokonanych w kraju przeciwko miastu i jego mieszkańcom.
Biada ciągnącemu dla domu swego zysk nieprawy, aby zbudować wysoko swe gniazdo i tym sposobem uniknąć nieszczęścia! Postanowiłeś na hańbę swojemu domowi wytracić liczne narody, przeciw życiu własnemu tym grzesząc. Kamień ze ściany zawoła, a belka sufitu mu zawtóruje.
«Biada temu, co miasto na krwi przelanej buduje, a gród umacnia nieprawością!». Czyż nie jest to wolą Pana Zastępów, że ludy dla ognia pracują i darmo się trudzą narody? Albowiem kraj się napełni znajomością chwały Pana, jak wody napełniają morze.
Biada temu, co zmusza bliźniego do picia, pucharem swego jadu go upaja, by się przyglądać jego nagości! Nasyciłeś się hańbą, nie chwałą, upij się sam i pokaż swoje nieobrzezanie; bo ciebie dosięgnie kielich podany przez prawicę Pańską, a wstyd pokryje całą twoją sławę. Spadnie na ciebie krzywda Libanu, rzeź zwierząt napełni cię strachem; z powodu rozlewu krwi ludzkiej i gwałtów dokonanych w kraju przeciwko miastu i jego mieszkańcom.
Biada temu, co mówi: «Obudź się!» – do drzewa i – «Podnieś się!» – do niemego głazu! Okryte one złotem i srebrem, lecz ducha wcale w nich nie ma. Cóż może posąg, który rzeźbiarz czyni, obraz z metalu, fałszywa wyrocznia – że w nich to twórca nadzieję pokłada, gdy wykonuje swych niemych bogów? Lecz Pan mieszka w świętym domu swoim, niechaj zamilknie przed Nim cała ziemia”.

Przypadek?

Nie ma przypadków. Historię tworzą dwie siły: Opatrzność i ludzki geniusz, które czasem krzyżują się boleśnie. Tak właśnie się stało we wtorek 11 września 2001 r. Na zupełną ironię zakrawa fakt, że ocalały paszporty domniemanych zamachowców, a zginęły czarne skrzynki. Wszystkie! Przypadek? Nie, raczej wielka tajemnica!
Co jakiś czas w strefie Ground Zero, w której powstaje wieża wolności, znajdowane są ludzkie szczątki. Trwa spór o krzyż, który spontanicznie postawili strażacy, dzierżawca zburzonych Twin Towers procesuje się o gigantyczne odszkodowania, a rodziny ofiar domagają się, by na miejscu katastrofy nie budowano niczego. W sercu Manhattanu powstał niechciany cmentarz. Bywa, że piękny sen kończy się bolesnym przebudzeniem.

"Niedziela" 38/2011

Editor: Tygodnik Katolicki "Niedziela", ul. 3 Maja 12, 42-200 Czestochowa, Polska
Editor-in-chief: Lidia Dudkiewicz • E-mail: redakcja@niedziela.pl