Pierwsza salwa w tej wojnie?

Z posłem Antonim Macierewiczem – przewodniczącym Zespołu Parlamentarnego ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy Tu-154M z 10 kwietnia 2010 r. – rozmawia Mateusz Wyrwich

MATEUSZ WYRWICH: – Mija pięć lat od katastrofy. W jakim jesteśmy punkcie dochodzenia do prawdy?

ANTONI MACIEREWICZ: – Kiedy rozpoczynaliśmy pracę, podzieliliśmy badania na trzy części. Pierwszą nazwaliśmy: droga do Smoleńska. Obejmuje ona przebieg wydarzeń zarówno politycznych, organizacyjnych, jak i technicznych, które uwarunkowały tę tragedię. Chodzi m.in. o remont samolotu, działania służb specjalnych i jednostek organizacyjnych polskiego aparatu państwowego, a także odpowiednie działania rosyjskie. Druga część naszej pracy dotyczyła technicznego przebiegu katastrofy i związana była z nawigacją, podejściem samolotu do lotniska, jak również z samym tokiem wydarzeń w ostatniej fazie tragedii, związanej z eksplozjami, awarią silników i zasilania elektrycznego w powietrzu, a wreszcie – rozpadem samolotu i śmiercią pasażerów.
W tej fazie ważny był zwłaszcza fakt przejęcia całej odpowiedzialności za naprowadzanie samolotu przez centrum „Logika” w Moskwie. Odbyło się to wbrew prawu i wbrew wszelkim przepisom rosyjskim czy międzynarodowym. Już sam ten fakt, że naprowadzanie samolotu odbywało się pod dyktando Moskwy, a nawigatorzy w Smoleńsku wypełniali tylko rozkazy z zewnątrz, powinien wystarczyć, by obarczyć stronę rosyjską odpowiedzialnością za dramat, który się wydarzył. Wydaje się, że Rosjanom chodziło o to, aby samolot znalazł się jak najbliżej ziemi. W ten sposób można było ukryć fakt, że zniszczenie nastąpiło w wyniku eksplozji w powietrzu i nadać wydarzeniom pozory wypadku z winy pilotów. Oczywiście, to wszystko było szyte grubymi nićmi i bez zgody rządu Donalda Tuska oraz prokuratury nie mogłoby mieć nawet pozoru wiarygodności.
Wszystkie te działania Rosjan i kolejne wydarzenia są bardzo dobrze udokumentowane. Mamy zeznania 221 świadków, wśród których jest 65 świadków eksplozji. Co ciekawe, wśród relacjonujących wypowiedzi świadków wybuchu są także polscy dziennikarze, w tym jeden z telewizyjnych celebrytów: red. Piotr Kraśko. Potrafimy już bardzo dobrze odtworzyć cały przebieg katastrofy, łącznie z rozrzutem fragmentów, na które rozpadł się odrzutowiec. Potrafimy wskazać miejsca, w których doszło do kolejnych eksplozji, i wiemy, gdzie i jak poszczególne jego części się rozpadały. Dzięki archeologom wiemy też, że Tu-154M został rozerwany na blisko 60 tys. fragmentów, większość wielkości ludzkiej dłoni. Wśród nich były części spalone i osmalone, które spadły, jeszcze zanim samolot dotknął gruntu. Czy trzeba mocniejszego dowodu na wybuch w powietrzu? Jak mówią najwybitniejsi fachowcy w tej dziedzinie, jest to jedyny przypadek na świecie, żeby samolot rozpadł się na tak wiele części.
I wreszcie część trzecia naszych badań: droga do prawdy, czyli historia ukrywania prawdziwego przebiegu wydarzeń, fałszowania, dezinformacji. Ale także historia wysiłków naukowców, dziennikarzy i polityków, których praca zaowocowała zrekonstruowaniem przebiegu zbrodni smoleńskiej.

– Czy są jakieś przesłanki mówiące o tym, kto to zrobił?

– Nie ma wątpliwości, że zgoda rządów na ukrycie przyczyn śmierci prezydenta Kaczyńskiego i polskiej elity państwowej rozzuchwaliła Władimira Putina i ośmieliła go do realizacji następnych planów: ataku na Ukrainę, zestrzelenia samolotu malezyjskich linii lotniczych, morderstwa premiera Borysa Niemcowa. W tym sensie była to pierwsza salwa oddana w wojnie, która zbliża się do granic Polski i granic NATO. Choć bowiem Putin najpierw zaatakował Gruzję (w 2008 r.), to wówczas został powstrzymany dzięki determinacji prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Dopiero jego śmierć, pozbawienie Polski elity gotowej do oporu otworzyło Putinowi drogę na zachód. Ujawnienie prawdziwych sprawców dramatu smoleńskiego od razu, w 2010 r., zahamowałoby ten bieg wydarzeń, którego dziś jesteśmy świadkami.

– Trwa dochodzenie polskiej prokuratury wojskowej w tej sprawie i...?

– Śledzę bardzo dokładnie działania prokuratury i uważam, że jak dotąd zajmuje się ona... systematycznym ukrywaniem prawdy i zacieraniem śladów zbrodni. Fakt, że prokuratura wojskowa nie brała udziału w sekcji zwłok ofiar, jest niebywały. Żaden z prokuratorów nie uczestniczył w sekcji, i co więcej, prokuratura wojskowa wręcz uniemożliwia przeprowadzenie sekcji zwłok ofiar. Dzieje się tak, choć nikt nie ma wątpliwości, że Rosjanie sfałszowali tę czynność, a więc nie dysponujemy wiarygodnymi badaniami przyczyn śmierci pasażerów Tu-154M. Nie zrekonstruowano samolotu, bo do dziś pozostaje on w Rosji, nie odzyskano czarnych skrzynek i nie zbadano ich oryginałów, nie dokonano też oględzin szczątków samolotu na miejscu tragedii. Badania śladów materiału wybuchowego zaczęto dwa lata po katastrofie, i to po sfałszowaniu materiału dowodowego! Krótko mówiąc, prokuratura nie zrobiła niczego, co jest wymagane przez kodeks postępowania karnego. Jak więc wierzyć tym ludziom?

– To znaczy?

– Rodzinom, które chciały przeprowadzić sekcję, powiedziano, że prywatne działania w tej mierze będą skutkowały postępowaniem prokuratorskim.

– Czy wprost tak komuś powiedziano?

– Oczywiście. W 2012 r. zaproszony został przez rodziny ofiar prof. Michael Baden, światowej sławy patolog, który miał się zająć zbadaniem ekshumowanych zwłok ofiar. Sekcję zwłok męża chciała przeprowadzić m.in. żona śp. Przemysława Gosiewskiego – senator Beata Gosiewska. Prokurator wojskowy powiedział jej jasno, że jest to zakazane. I jeśli do tego dojdzie, to zostanie narażona na dochodzenie prokuratorskie. A nie ma wątpliwości, że przecież ciała ofiar są tym materiałem dowodowym, który zawiera olbrzymią ilość informacji mogących pomóc w wyjaśnieniu przebiegu wydarzeń. Podobnie wygląda sytuacja rodziny Anny Walentynowicz: nie pozwala się jej na dokonanie badania DNA w zagranicznym laboratorium...

– Tuż po katastrofie Rosjanie mówili o wybuchu w samolocie. Wiadomo też, że mówił o tym Putin Tuskowi w Smoleńsku. Rosjanie byli więc skłonni powiedzieć, że nastąpił wybuch, ale coś się nagle zmieniło?

– Więcej. Telewizja rosyjska wyprodukowała film, animację przebiegu wydarzeń, na której widać, że samolot rozrywa się w powietrzu. Film był nawet emitowany w rosyjskiej telewizji wieczorem 10 kwietnia. To wszystko działo się przed rozmową Putina z Tuskiem. To ona była momentem decydującym. Po tej rozmowie zarówno Putin, jak i reszta władz rosyjskich upewnili się, że polska strona rządowa będzie skłonna ukrywać prawdziwy przebieg wydarzeń. Że można oszukiwać. Że można kłamać. I od tego momentu Rosjanie już zaczęli rozwijać całą operację kłamstwa, przy współudziale rządu Donalda Tuska.

– Sugeruje Pan, że był to zamach i „wyszedł” on z Polski?

– Niczego nie sugeruję i nie mam wątpliwości co do winy strony rosyjskiej. Ale czy może to mi Pan powiedzieć, dlaczego minister Radosław Sikorski już zaraz po godz. 11 rano stwierdził, że jest to wina polskich pilotów? A później tłumaczył: Cóż innego miałem powiedzieć, kiedy dowiedziałem się od nawigatorów z wieży, że samolot uderzył w drzewa?... Tymczasem ja bardzo dokładnie przeanalizowałem, co mówili kontrolerzy z wieży. Żaden z nich nie powiedział o tym, że samolot uderzył w drzewa. To jest kłamstwo. Oni powiedzieli tylko, że samolot zaczął odchodzić na drugi krąg i spadł. Tak więc albo Sikorski dowiedział się tego od kogoś innego, którego tożsamość ukrywa, albo sam wymyślił to kłamstwo, by rosyjską winę zrzucić na polskich pilotów. I to wówczas, gdy nie mógł jeszcze mieć żadnych wiarygodnych informacji o przebiegu wydarzeń. Ale pierwsze, co uznał za konieczne, to obarczyć odpowiedzialnością polskich pilotów. I to miał być minister spraw zagranicznych Rzeczypospolitej? Ten człowiek po dziś dzień powtarza te kłamstwa!

– W ostatnich tygodniach pojawiały się jednak „przejawy świadomości” ze strony rządu, że może nie uda się ukryć prawdy...

– Owszem. Takim ostatnim „przejawem” jest wywiad, którego udzielił Bogdan Klich. Stwierdza on: No cóż, Rosjanie tak nam kazali. Nie mieliśmy wyjścia. Strona rosyjska tak chciała i my musieliśmy to zrobić. Innymi słowy – Klich przedstawia rząd, którego był ministrem, jako rząd satelicki. Jako podwykonawcę woli imperium rosyjskiego. Musiał zginąć polski prezydent, bo tak chciał Putin... Nawiasem mówiąc, ten wywiad Bogdana Klicha jest zgodny z jego zachowaniem zaraz po katastrofie. Dzięki pani Anicie Gargas została ujawniona przez Zespół Parlamentarny rozmowa, która miała miejsce 16 kwietnia 2010 r. Rozmowa pomiędzy Bogdanem Klichem, ówczesnym ministrem obrony narodowej, a Edmundem Klichem, wówczas szefem rządowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego. W czasie tej rozmowy Bogdan Klich miał pretensje do Edmunda Klicha o to, że ten mu przysyła raporty, z których wynika, iż to Rosjanie są winni. Tak więc dokładnie wiemy, kto i jak tworzył ten front obrony Putina...

– W raporcie Zespołu Parlamentarnego znajdujemy informację, że członkowie Komisji Rządowej zachowują się tak, jakby znali prawdziwe przyczyny katastrofy, ale uznali, że nie mogą tego napisać. Skąd taka teza?

– To wynika wprost z zarejestrowanej przez telewizję i ujawnionej przez nas rozmowy Władimira Putina i Donalda Tuska w nocy 10 kwietnia 2010 r. Podczas tej rozmowy Putin, referując przebieg katastrofy, bardzo wyraźnie opowiada, że nie było żadnej „pancernej brzozy”, że samolot wcale nie odwrócił się do góry podwoziem. Sugerował natomiast, że skoro samolot zboczył z kursu, groziło to upadkiem na zakłady samolotowe i dopiero wtedy byłaby tragedia. Mówi też dalej, że maszyna uderzyła wysuniętym podwoziem w ziemię, wybuchła i rozpadła się. To zupełnie inny obraz tragedii, niż przedstawia to raport Tatiany Anodiny i Jerzego Millera! Do dziś w kwestii tej niezwykle ważnej rozmowy Donald Tusk nie był przesłuchiwany przez prokuratora. A przecież kiedy Putin opowiadał to wszystko Tuskowi, miał już podstawową wiedzę o tym, co się stało. Rosjanie natychmiast po katastrofie odczytali zapisy z czarnych skrzynek. Była to operacja godna Czeka czy KGB. Czarne skrzynki tuż po katastrofie zostały zidentyfikowane i sfilmowane przez naszego operatora Sławomira Wiśniewskiego. Jego film natychmiast został zabrany przez funkcjonariuszy specnazu. Czarne skrzynki zostały wydobyte z błota i odczytano ich zapisy. Świadczy o tym komunikat ogłoszony przez RIA Novosti o godz. 16.30. 10 kwietnia. Stwierdzono w nim, że zapisy z czarnych skrzynek zostały odczytane i że wynika z nich, iż nie było pożaru ani wybuchu, a przyczyną katastrofy była wina pilotów. Tymczasem, kiedy przyjechała polska ekipa z Edmundem Klichem 10 kwietnia po godz. 18, zaprowadzono ich na miejsce katastrofy i pokazano czarne skrzynki w błocie. Wyjęto je i bardzo starannie opieczętowano, postawiono przy nich straż itd. Słowem – zrobiono swego rodzaju teatr. Widzimy więc KGB przy pracy, widzimy manipulacje i bezczelność, z jaką Rosjanie działali. Tak więc Putin w czasie rozmowy z Tuskiem o godz. 10 wieczorem znał już prawdę o katastrofie. Znał zawartość czarnych skrzynek. Kiedy Anodina opublikowała swój raport i za nią Jerzy Miller, to Tusk już od dawna wiedział, że cała historia z brzozą, z odwróceniem się samolotu do góry kołami jest fikcją. Rządzący w Polsce znali przebieg katastrofy, ale kłamali. To nie ulega wątpliwości.

– Był Pan w lutym w USA z wykładem na temat katastrofy i aby spotkać się z wpływowymi politykami Stanów Zjednoczonych. Czy udało się Panu zainteresować Amerykanów „Smoleńskiem”?

– Podczas wizyty w USA miałem m.in. wykład na Uniwersytecie Rutgersa. Zaprezentowałem również film rekonstruujący przebieg wydarzeń. Podobne spotkanie miałem w The Institute of World Politics w Waszyngtonie. Przedstawiłem też wyniki prac naszego Zespołu i rozmawiałem na temat podjęcia wysłuchań publicznych w Kongresie USA. Wywołało to duże zainteresowanie. Gdyby rząd premier Kopacz i politycy PO nie przeszkadzali i nie prowadzili dywersji, takie wysłuchanie mogłoby się odbyć jeszcze latem tego roku. Wpływ na lepsze zrozumienie tragedii smoleńskiej ma obecna polityka Putina. Dziś nikt już nie ośmiela się podtrzymywać tezy Tuska i Sikorskiego, że krew przelana w Smoleńsku połączy narody polski i rosyjski, że Putin jest najbardziej zainteresowany wyjaśnieniem tej katastrofy, że winni są polscy piloci... Wszyscy podkreślają, że są świadomi, jak olbrzymie jest zagrożenie ze strony Rosji. Zwłaszcza w USA jest pełne zrozumienie tego, że polityka prezydenta Kaczyńskiego była ostatnim szańcem oddzielającym Zachód od tej lawiny, która teraz spada na świat. Rząd Ewy Kopacz, prezydent Komorowski i działacze PO to ostatni politycy na świecie, którzy bronią Putina przed międzynarodowym śledztwem w sprawie zbrodni smoleńskiej.

„Niedziela” 13/2015

Editor: Tygodnik Katolicki "Niedziela", ul. 3 Maja 12, 42-200 Czestochowa, Polska
Editor-in-chief: Lidia Dudkiewicz • E-mail: redakcja@niedziela.pl