Reklama

Rodzina

Grunt to... kotwica

Istnieje taki stereotyp, że marynarz ma żonę w... każdym porcie. Historia Wioli i Łukasza zadaje mu kłam.

Niedziela Ogólnopolska 6/2022, str. 28-30

[ TEMATY ]

małżeństwo

Archiwum rodzinne

Droga do Castel Gandolfo, październik 2019 r.

Droga do Castel Gandolfo, październik 2019 r.

Żona dla marynarza jest jak kotwica dla okrętu!” – miłośnicy cyklu powieściowego Alfreda Szklarskiego o przygodach Tomka doskonale kojarzą te słowa. To jedna z „mądrości” serwowanych regularnie na kartach kolejnych tomów przez bosmana Nowickiego. Ów dzielny marynarz wręcz alergicznie reagował na wszelkie zachęty do zmiany stanu cywilnego, wychodząc z założenia, że pracy na morzu nijak nie da się pogodzić z ożenkiem. Czy miał rację?

Przyszedł prosto z dworca

Poznali się jako nastolatkowie w gdyńskiej grupie oazowej. – Strasznie mnie denerwował – wspomina Wiola. – Był taki pewny siebie, wygadany, zawsze otoczony wianuszkiem dziewczyn. Myślałam sobie: „On? Nigdy!”. Czasem, gdy trzeba było np. nastroić gitarę, odwiedzał mnie, ale były to relacje czysto koleżeńskie; on miewał swoje sympatie, ja swoje. A po maturze przepadł gdzieś na rok...

– Poszedłem do benedyktynów – dopowiada Łukasz. – Spędziłem 8 miesięcy jako postulant w klasztorze w Biskupowie na Opolszczyźnie. W tym czasie, wraz z przełożonym o. Ludwikiem Mycielskim, rozeznałem, że moim powołaniem jest nie życie zakonne, lecz małżeństwo.

Wiola mocno się zdziwiła, gdy po długim czasie Łukasz znów stanął w jej drzwiach. – Okazało się, że przyszedł prosto z dworca, nawet nie wstąpiwszy do domu. Potem tych spotkań było coraz więcej, aż w końcu powiedział mi (a działo się to na... klatce schodowej!), że mnie „chyba kocha”. I tak to się zaczęło...

Miał codziennie wracać do domu...

Oboje wywodzą się z rodzin o silnych tradycjach marynarskich. Ponieważ dobrze znali realia tego zawodu, zgodnie postanowili, że Łukasz, który rozpoczynał studia w Wyższej Szkole Morskiej, podejmie w przyszłości pracę na lądzie, w obsłudze portów. Miało być stabilnie, z codziennym powrotem męża i taty do domu, lecz wyszło inaczej. Po pierwszym semestrze studiów na eksploatacji portów Łukasz przeniósł się na nawigację.

– Tak naprawdę od dziecka, od momentu, gdy tata pierwszy raz zabrał mnie na swój statek, moim marzeniem było pływać, być w ciągłym ruchu – wspomina Łukasz. – Oczywiście, w tamtym czasie był to również sposób na uzyskanie paszportu, możliwość wyjazdu z kraju bez „układów” z ówczesną władzą, oraz na w miarę godziwy dochód.

Reklama

Ślub

Na czwartym roku studiów musiałem odbyć 9-miesięczną praktykę morską – kontynuuje opowieść Łukasz. – Mając w perspektywie tak długie rozstanie, uznałem, że nie ma co czekać ze ślubem, i oświadczyłem się Wioli, a po roku narzeczeństwa, 27 czerwca 1992 r., powiedzieliśmy sobie sakramentalne „tak”, po czym wyruszyłem na morze. Praktykę odbywałem najpierw na kontenerowcu w Polskich Liniach Oceanicznych, a potem na szkolnym żaglowcu Dar Młodzieży. W tym czasie widzieliśmy się... dwa razy.

– Zaraz po ślubie – wchodzi mu w słowo Wiola – poczęła się nasza córka, rok później syn, po 4 latach drugi syn. Po ukończeniu studiów Łukasz na dobre wyruszył na morze; miał wtedy długie kontrakty, wypływał na 7-8 miesięcy. Początkowo mieszkałam na przemian u moich rodziców i teściów, potem wynajęłam piętro domku w Rumi.

Kryzys

Choć zaraz po ślubie kontynuowali duchową formację w oazie, a konkretnie w gałęzi małżeńskiej, czyli Domowym Kościele, po kilku latach dopadł ich kryzys. Rozstania ich przerosły, pozbawiły szansy na systematyczną pracę nad rozwojem ich relacji, formacja też odeszła na dalszy plan.

– Krótkie urlopy sprawiły, że zrezygnowaliśmy z udziału w rekolekcjach małżeńskich, przedkładając nad nie np. spływy kajakowe czy wyjazdy w góry – przyznaje Łukasz. – Długie rejsy i rozstania stały się powodem tego, że na wielu płaszczyznach pojawiły się między nami problemy, których nie potrafiliśmy prosto rozwiązać. Moja niedojrzałość do życia małżeńskiego doprowadziła Wiolę na krawędź wytrzymałości i nasze życie razem było bardzo poważnie zagrożone. Relacje stały się bardzo zimne, obce, nie pisaliśmy do siebie nawet SMS-ów... Dla mnie to był szok: jak to? Do tej pory wszystko w moim życiu układało się tak, jak JA CHCIAŁEM, a teraz NIE? Głęboko przemyślałem swoje postępowanie i postanowiłem podjąć próbę uratowania naszego małżeństwa przez przemianę siebie. W tym czasie zacząłem się też systematycznie modlić za nasz związek słowami sakramentalnej przysięgi małżeńskiej oraz Koronki do Miłosierdzia Bożego. Przestałem naciskać na Wiolę, a zacząłem zmieniać swój charakter, swoje postępowanie, podejście do rodziny i innych ludzi.

Reklama

Przesilenie

Wiola, zawsze trochę przytłoczona osobowością Łukasza, jego żywiołowością i ekspresją, również nauczyła się precyzyjnie komunikować swoje przeżycia i uczucia, stosować informację zwrotną, dać się wypowiedzieć drugiej stronie, nie osądzać.

– Zauważyłam, że Łukasz zaczął pracować nad sobą, a ja pojechałam na rekolekcje, podczas których uwierzyłam, że to, co najlepsze, jest jeszcze ciągle przede mną, że Pan Bóg ma wobec mnie, wobec nas, mnóstwo planów, że przygotował dla mnie, dla nas, wiele zadań. Zaczęliśmy odbudowywać swoje małżeństwo: otwarcie ze sobą rozmawiać, wspólnie się modlić, czerpać siły z sakramentu małżeństwa. Obydwoje zrozumieliśmy, że w małżeństwie trzeba zmieniać siebie, a nie współmałżonka. Krótko mówiąc: żyjąc codziennymi sprawami, „wpuściliśmy” do swego życia Pana Boga, zaczęliśmy czerpać siły z wiary w Niego. Na szczęście obydwoje chcieliśmy tych zmian... Bardzo pomogły nam w tym książki Jacka Pulikowskiego, Wandy Półtawskiej czy konferencje pastora Marka Gungora (Przez śmiech do lepszego małżeństwa), do których nadal co jakiś czas wracamy.

Nie możemy też nie wspomnieć o programie „12 kroków”, opracowanym dla alkoholików, a który generalnie jest przydatny jako niesamowicie mocne narzędzie dla każdego człowieka uwikłanego w uzależnienia i grzech. Polecam go bardzo mocno wszystkim, którzy chcą „rosnąć” duchowo.

Reklama

Kropka nad „i”

Powoli zaczęli wychodzić na duchową i małżeńską prostą. Wiola podjęła przerwane przed laty studia, zaczęła snuć plany zawodowe. I wtedy... pojawił się Karol.

– Jest owocem naszego nowego życia, taką kropką nad „i” – mówi Wiola. – Chcieliśmy mieć jeszcze jedno dziecko, nasze dorastające dzieci też nas do tego namawiały. Karol dodał nam skrzydeł. Zaczęłam dużo działać w parafialnym poradnictwie rodzinnym, skończyłam pedagogikę, podjęłam pracę zawodową w przedszkolu.

– Wiola tego nie powie, więc ją wyręczę – wtrąca Łukasz. – Pomogła w powstaniu (i ciągle jest filarem) lokalnego, bardzo dobrego prywatnego przedszkola, do którego trzeba zapisywać dzieci z kilkuletnim wyprzedzeniem. Taka jest moja żona: jeśli się za coś zabiera, robi to na 1000%.

Na odległość, ale razem

Mieszkają w Bytowie na Kaszubach (diecezja pelplińska), gdzie wybudowali dom. Łukasz nadal dużo pływa – już od 17 lat jako kapitan. – Z reguły pływam w rytmie: 4 miesiące na morzu na 2 miesiące w domu – opowiada. – Wyjątkiem był początek pandemii, gdy z powodu zamknięcia lotnisk i portów dla wymiany załóg spędziłem na statku 8 miesięcy non stop, przez co ominęły mnie np. ślub naszej córki i Pierwsza Komunia św. Karola. Dziś jest nam o wiele łatwiej: łącza internetowe, dostępne również na morzu, zapewniają nam regularny kontakt – czy to głosowy, czy wizualny, w najgorszym razie na czacie. Dawno temu przyjęliśmy zasadę, że w czasie mojej nieobecności dzielimy się wszystkim na bieżąco. Nie uznajemy zasady: „żadnych złych wiadomości na morzu”. Dzięki temu unikamy jakże częstej w rodzinach marynarskich sytuacji, że mąż i tata zjawia się w domu na prawach gościa, czym powoduje emocjonalną huśtawkę i dezorganizuje codzienne uporządkowane życie. Muszę od razu wiedzieć, że ktoś jest chory, czy coś się zepsuło. Mogę wtedy pomodlić się za tę osobę czy sytuację, przemyśleć sprawę i poradzić Wioli, jak uporać się z problemem.

Reklama

A w domu...

– Łukasz jest we wszystkim zorientowany – śmieje się Wiola. – Przyjeżdża do domu, rozpakowuje walizkę i 5 minut później może iść do ogrodu, by przyciąć żywopłot. Podczas rejsów to on płaci przez internet nasze rachunki, z wyprzedzeniem planuje, co trzeba w domu naprawić. Mało tego, jako niezły kucharz hobbysta w trakcie pobytu w domu przejmuje też obowiązki w kuchni! Raczy nas np. przepysznymi bułeczkami, chlebem na zakwasie i wędlinami z wędzarni. – Co widać po mojej figurze! – śmieje się Łukasz. – Zdradzę jedną bardzo ważną zasadę: nigdy nie ufaj chudemu kucharzowi.

Kiedy Łukasz jest w domu, wykorzystują każdą chwilę, by być razem. Dzień rozpoczynają od wspólnej kawy (espresso doppio, 100% arabica, najlepiej ziarno z Etiopii); planują dzień i wspólnie modlą się słowami Jutrzni. Po pracy jedno towarzyszy drugiemu – praktycznie w każdej aktywności. Ich codzienne hobby to wspólna, różnoraka aktywność na świeżym powietrzu. Służą też w Kościele: Wiola prowadzi parafialne poradnictwo rodzinne, Łukasz zaś jest lektorem, a od roku również nadzwyczajnym szafarzem Komunii św.

Dzieci

Siłą rzeczy wychowanie dzieci spoczęło w duże mierze na Wioli. Wygląda jednak, że nie wyszło im to na złe. – Nigdy nie miałam z naszymi dziećmi problemów z posłuszeństwem czy brakiem szacunku – podkreśla Wiola. – Po prostu nie było takiej opcji. Szłam wszędzie z trojgiem dzieci i mogłam być spokojna o ich zachowanie. – Staraliśmy się podejmować wspólnie wszystkie ważniejsze decyzje dotyczące naszych dzieci – dodaje Łukasz. – Dbaliśmy o to, aby trzymać przy nich „wspólny front”, nawet jeśli mieliśmy na jakiś temat odmienne zdanie.

Zakotwiczeni

Gdy zastanawiam się nad przywołanymi na początku słowami bosmana Nowickiego, dochodzę do wniosku, że coś w nich jest. Z jednej strony niewątpliwie praca marynarza nie przebiega w warunkach sprzyjających pielęgnowaniu więzi małżeńskiej i wychowywaniu dzieci. Z drugiej – opowieść Wioli i Łukasza dowodzi jednak, że wiele zależy od... kotwicy. W ich przypadku okazał się nią Pan Bóg, na którym z mniejszym (początkowo) czy większym (od kilkunastu lat) powodzeniem oparli swój związek. Z Bożą pomocą stali się też takimi kotwicami dla siebie nawzajem.

2022-02-01 12:29

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Bóg receptą na małżeński kryzys

Niedziela warszawska 39/2018, str. IV

[ TEMATY ]

małżeństwo

Łukasz Krzysztofka

W uroczystej Mszy św. wzięło udział prawie sto małżeństw, które mogły się poszczycić pięknym jubileuszem

W uroczystej Mszy św. wzięło udział prawie sto małżeństw, które mogły się poszczycić pięknym jubileuszem

Małżonkowie z kilkudziesięcioletnim stażem odnowili przyrzeczenia ze swojego ślubu. Ich zdaniem wiara i modlitwa są najlepszą receptą na małżeńskie kryzysy

Uroczystej Eucharystii w kościele bł. Władysława z Gielniowa na Ursynowie, w czasie której odnowili swoje przyrzeczenia małżeńskie małżonkowie obchodzący w tym roku okrągłe rocznice ślubu, przewodniczył biskup polowy Wojska Polskiego Józef Guzdek.

CZYTAJ DALEJ

Komunikat w sprawie Wyższego Seminarium Duchownego w Łowiczu

2022-09-27 20:07

[ TEMATY ]

komunikat

Wyższe Seminarium Duchowne

Red.

Komunikat dotyczący przeniesienia Wyższego Seminarium Duchownego w Łowiczu do Warszawy począwszy od przyszłego roku formacyjnego 2023/2024.

Treść komunikatu:

Podziel się cytatem

CZYTAJ DALEJ

Biskupi Niemiec: jesteśmy dalecy od zakończenia kwestii pogodzenia się z przemocą seksualną

2022-09-29 10:42

[ TEMATY ]

Niemcy

Adobe Stock

Niemieccy biskupi są dalecy od zakończenia kwestii pogodzenia się z przemocą seksualną - uważa biskup Helmut Dieser z Akwizgranu (Aachen), nowy przewodniczący rady ds. nadużyć seksualnych przy Konferencji Episkopatu Niemiec. "Uczymy się, że musimy nazywać rażącą niesprawiedliwość po imieniu" - powiedział w środę bp Dieser w Fuldzie, gdzie od poniedziałku obraduje niemiecki episkopat.

Na zebraniu plenarnym w Fuldzie niemieccy biskupi postanowili zreorganizować pracę nad nadużyciami seksualnymi wobec nieletnich i dorosłych podopiecznych w Kościele. Poprzedni przewodniczący komisji ds. nadużyć seksualnych przy Konferencji Episkopatu Niemiec bp Stephan Ackermann z Trewiru przekazał po dwunastu latach swoją funkcję biskupowi Akwizgranu, Helmutowi Dieserowi, a jego zastępcą będzie arcybiskup Fryburga Bryzgowijskiego, Stephan Burger.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję