Reklama

Chrońmy polską wieś

Niedziela podlaska 7/2010

Ks. Dariusz Frydrych: - Jak Pan widzi kwestię ubezpieczeń społecznych (KRUS) oraz podatku dochodowego w rolnictwie?

Krzysztof Tołwiński: - Od maja 2004 r. jesteśmy członkiem Unii Europejskiej. Czy coś się zmieniło w polskim rolnictwie oprócz permanentnej propagandy? Czy odnieśliśmy jako polscy rolnicy i konsumenci faktyczne korzyści? Aby to zrozumieć, trzeba sobie odpowiedzieć, czym jest wspólna polityka rolna - jest dobrodziejstwem tzw. starej piętnastki państw, a tak naprawdę dyktatem modelowania rolnictwa przez Francję, Niemcy i Włochy, i to są główni beneficjenci dobrodziejstw, a nas, kraje Europy Środkowo-Wschodniej - w tym Polskę, po prostu dokaptowano. Po tych kilku latach członkostwa zdajemy sobie sprawę z tragizmu naszej pozycji w ramach UE. Stąd musimy bezwarunkowo zbudować model polskiej polityki rolnej, czyli co oczekujemy od rolnictwa, jakich chcemy gospodarstw i wówczas to wnosić do wspólnego systemu rolnictwa europejskiego.

- Rozumiem, że dopiero wtedy na te palące problemy damy odpowiedź...

- Tak. Mam na myśli zasadnicze założenia dla polskiego rolnictwa, czyli Ustawę o gospodarstwie rodzinnym, i w niej będą zawarte odpowiedzi, co to jest gospodarstwo rolne, kto powinien płacić KRUS, czy i dlaczego wprowadzamy podatek dochodowy.

- Ale jak się orientuję, to ta ustawa jest nieprzyjęta?

- Niestety, mimo zapisu w Konstytucji RP uchwalonej w 1997 r., w której art. 23 mówi, iż „podstawą ustroju rolnego jest gospodarstwo rodzinne”. Martwy zapis, delegacja konstytucyjna i nie ma ustawy, która uregulowałaby prawnie podstawę bytu rodzin rolniczych, ochronę polskiej ziemi i bezpieczeństwo żywnościowe społeczeństwa. W Ustawie o gospodarstwie rodzinnym określamy wielkość obszarową gospodarstwa minimalną i maksymalną w zróżnicowaniu regionalnym, uwzględniając tradycję, aspekty społeczne, oraz tworzymy optymalny model ekonomiczny gospodarstwa rolnego.

Reklama

- Czyli jest wymagany podział gospodarstw na jakieś grupy?

- Tak. Stan obecny jest absurdalny. Zgodnie z obowiązującym prawem posiadacz 1 ha fizycznego ziemi to rolnik i w statystyce kwalifikowane jest to jako gospodarstwo rolne, stąd mamy prawie 2 mln gospodarstw rolnych - fikcja! Ustawa o gospodarstwie rodzinnym uporządkuje ten stan rzeczy, wydzielając następujące grupy: I kategorię stanowią gospodarstwa rodzinne, które już spełniają kryteria, takie jak powierzchnia, osobisty udział członków rodziny w jego prowadzeniu, dochodowość. Sądzę, że na dzisiaj takich gospodarstw jest ok. 300-350 tys. w skali kraju. II kategorią będą gospodarstwa tzw. ulepszane, które mają szansę stać się rodzinnymi. Jest ich podobna wielkość - ok. 300 tys. Pozostałe gospodarstwa to te, które nie mają szans na spełnienie warunków, nie uczestniczą wręcz w gospodarce rynkowej. Są to tzw. gospodarstwa socjalne, w których trudno mówić o rolnictwie jako produkcji. Są to mieszkańcy wsi, ale nie rolnicy, więc są to gospodarstwa socjalne i winny przechodzić do systemu Zakładu Ubezpieczeń Społecznych i korzystać z pomocy państwa tak jak każda rodzina miejska.
Natomiast jeśli przyjmiemy maksymalną powierzchnię dla gospodarstw rodzinnych 300 ha, to wszyscy właściciele gospodarstw powyżej takiej powierzchni prowadzą przedsiębiorstwa rolne i uczestniczą w gospodarce rynkowej bez szczególnej opieki i zaangażowania finansowego państwa.

- Jakie więc korzyści płyną dla nas wszystkich z takiej regulacji?

- W pierwszej kolejności jest to korzystne dla nas wszystkich jako konsumentów, ponieważ polskie rolnictwo póki co wysokiej jakości żywność bezpieczną produkuje tanio i jest w stanie produkować tanio, tym bardziej jeśli wzmocnimy nasze gospodarstwa rodzinne. W przeciwieństwie do modelu farmerskiego wielkich kombinatów niemających nic wspólnego z pojęciem gospodarstwa rolnego, produkujących żywność na GMO, z dioksynami, wszelką chemią, czyli szkodliwą i niebezpieczną dla konsumenta. Pojęcie rolnictwa w modelu farmerskim doprowadziło wręcz do traktowania rolnictwa jako jednej z dyscyplin sportowych: więcej, szybciej, taniej. Nie ma tu miejsca na dobro konsumenta, a tym bardziej człowieka. Stąd promując gospodarstwa rodzinne, działamy na korzyść konsumenta i chronimy tradycyjny charakter oraz wartości wsi polskiej.
Z ustawy widoczna jest także korzyść dla nas jako podatników, ponieważ wiemy, gdzie i na co kierowane są środki publiczne zarówno krajowe, jak i unijne. Gospodarstwa rodzinne w zamian za to zabezpieczają podstawową strukturę zagospodarowania i produkcji naszego krajowego potencjału rolnego, jest to gwarancja bezpieczeństwa żywnościowego. Można podnieść to rozwiązanie do rangi racji stanu poprzez racjonalną własność obszarową zasobów ziemi na obszarze naszego kraju. Ponadto gospodarstwa rodzinne najlepiej wykorzystują zasoby siły roboczej i są elastyczne z punktu widzenia gospodarki rynkowej, czyli mają szeroką, szybką zdolność dostosowania się do zmieniających się i trudnych warunków. Problem podatku dochodowego w modelu gospodarstwa rodzinnego nie jest żadnym wyzwaniem, a tym bardziej zagrożeniem, wręcz twierdzę, że jest to rozwiązanie korzystne. Koszty wytwarzania produktów w rolnictwie są wysokie, a ciągłe inwestycje w warsztat pracy - gospodarstwo rolne eliminują zagrożenie drenażu podatkiem dochodowym środków finansowych z gospodarstwa. Przy tych unormowaniach prawnych jako rolnicy będziemy mogli wykazać i obalić mity bogacącej się wsi kosztem reszty społeczeństwa, tak szeroko rozpowszechniane przez środowiska liberalne z natury zwalczające charakter polskiej wsi, przywiązanej i promującej wartości chrześcijańskie i narodowe.

- Przecież młodzież odpływa ze wsi, da się wręcz zauważyć swoisty exodus. Sądzi Pan, że jest szansa na zatrzymanie tego trendu? I jakie są jego przyczyny?

- Zgadzam się, iż jest to już exodus o bardzo złożonych przyczynach i bardzo niebezpieczny z punktu widzenia społecznego i państwowotwórczego. Śmiem twierdzić, iż w najbliższej perspektywie może to być największy problem dla środowisk wiejskich, przestrogą niech nam będą negatywne doświadczenia Francji czy Niemiec. Już w latach 80. ubiegłego wieku w państwach tych zabrakło młodych rolników i choć uruchomiono specjalne programy, wyłożono olbrzymie środki publiczne, procesu starzenia się wsi i właścicieli gospodarstw nie udało się powstrzymać.

- W czym Pan upatruje przyczyny?

- Po pierwsze warunki ekonomiczne, opłacalność produkcji rolnej - to każdy wymieni jednym tchem, i są duże szanse i możliwości ze strony państwa, społeczeństwa do spełnienia tych oczekiwań rolników, szczególnie młodych. Czyli racjonalne gospodarowanie środkami krajowymi i unijnymi publicznymi oraz przyjęcie wielu niezbędnych rozwiązań legislacyjnych na rzecz wsi i rolnictwa, o których wspomniałem powyżej. Lecz skupienie się tylko na tej płaszczyźnie jest błędem i nie zahamuje tych procesów, o czym przekonało się rolnictwo starej piętnastki UE. Przyczyny są znacznie głębsze, w Polsce sięgają jeszcze okresu PRL-owskiego i nie zostały przerwane po 89 r. - jest to kwestia prestiżu i pozycji wsi i polskiego rolnika. Pomiatanej, ośmieszanej, ciągłego wysysania i drenażu intelektualnego, a także w wielu środowiskach oznak pogardy. Proszę znaleźć wykształconego, mobilnego, inteligentnego młodego człowieka, który chciałby się w takich uwarunkowaniach zdecydować na ten zawód...

- Jak więc zatrzymać przyszłych następców?

- Niestety, jest to walka o każdego młodego rolnika. Sprzymierzeńcem w tej walce powinno być wychowanie w rodzinie odwołujące się do tradycji, spuścizny przodków, akcentujące odpowiedzialność i wręcz rodzinne zobowiązanie kontynuacji - wpajane od najmłodszych lat. Wychowanie w tym duchu przynosi efekty, daje pewnych, znających swoją wartość godnych następców i włodarzy ziemi. Gdyby w sukurs jeszcze temu szły media, polityka państwa, sądzę, iż nie byłoby zagrożenia, czy będzie miał w przyszłości kto na nasz chleb powszedni pracować. Wielkie pole widzę także dla urzędników, pracowników instytucji i agencji pracujących na rzecz rolnictwa, gdzie obserwujemy bardzo złe zjawiska i zamiast służby na rzecz rolnika, pomocy mamy urzędnicze postawy wręcz genetycznej skłonności do ignorancji, wykorzystywania swojej pozycji, czym szczególnie zniechęcamy i obrzydzamy do tego zawodu właśnie młodych ludzi. Musimy z punktu widzenia dobrze pojętego interesu społecznego szerszym szacunkiem i aprobatą społeczną otoczyć tych, którzy zgodnie ze starą zasadą żywią i bronią.

- Skupmy się teraz na aspekcie ekonomicznym rolnictwa? Czym jest warunkowana niska opłacalność produkcji rolniczej?

- Oczywiście, jest to złożony i wielopłaszczyznowy problem, ale chciałbym rozwinąć wątek rolnictwa jako produkcji surowca w powiązaniu rynkowym z przetwórstwem i polityką państwa. Produkcja rolnicza musi opierać się na bazie przetwórczej - zakładach. Rola państwa polega na prawnej ochronie poszczególnych sektorów rolniczych oraz negocjacjach w ramach wspólnej polityki rolnej poświęconej tym sektorom limitów i kwot możliwości rozwoju. Chciałbym zobrazować to zagadnienie przykładem cukrowni Łapy. Od kilku lat w ramach UE jest reformowany dosyć intratny dla producentów rolnych rynek cukru, który jest kwotowany. Niestety, polscy rolnicy to dobrodziejstwo mają tylko od 2004 r. i Unia już sukcesywnie nam ogranicza możliwości produkcyjne do tego stopnia, iż krajowa kwota produkcyjna to jest 1 mln 400 tys. ton cukru, a zużycie krajowe szacujemy na poziomie 1 mln 600 tys. ton. Niestety, na początku 2008 r. rząd PO PSL podjął decyzje dotyczące likwidacji cukrowni w Łapach w ramach krajowej spółki cukrowej - zakładu, który na 11 zakładów przetwarzających miał 2-3 wynik w skali kraju. Jak to określić? Bezmyślność, sabotaż? A przecież my od władz państwowych oczekujemy działania na rzecz, a nie na szkodę rolnictwa. Do cukrowni jako zakładu przetwórczego przynależy rejon plantatorski, czyli w wypadku Łap obszar województwa podlaskiego i dawny rejon plantatorski cukrowni Sokołów Podlaski. Moje monity ze stycznia 2008 r. do ministra Marka Sawickiego jeszcze przed ostatecznymi decyzjami likwidującymi cukrownię Łapy i rejon plantatorski na tym obszarze nie znalazły uznania i woli utrzymania tego zakładu. Rolników pozbawiono dochodów, strukturę rolną na tym obszarze pozbawiono płodozmianu, skazując na monokulturę zbóż, a producentów mleka - ubocznych produktów paszowych: wysłodki i liści buraczanych. Powstaje więc pytanie, czy my tak naprawdę sami na własne życzenie nie niszczymy polskiego rolnictwa?

- Rysuje się z tego więc ponury obraz dla polskiego mleczarstwa, ponieważ mówi się o odejściu od kwot produkcyjnych po 2013 r.?

- Tak. Mechanizm kwotowania produkcji mleka jest podobny jak w przypadku produkcji buraka cukrowego, stąd nie możemy dopuścić do podobnych negatywnych skutków. Zgoda na odejście od kwotowania, czyli liberalizacja na rynku mleka, przyniosłaby niekorzystne skutki dla rolników - obniżenie cen, dla przetwórców - obniżenie konkurencyjności, a dla konsumentów wzrost cen na produkty mleczarskie. Kwotowanie jest mechanizmem stabilizującym wymienione powyżej trzy segmenty rynkowe. Powstaje więc pytanie, w czyim interesie jest to przedsięwzięcie? Jedyną korzyść odniosą silne koncerny mleczarskie, które monopolizują ten rynek. Polskie mleczarstwo, które dzisiaj jest kołem zamachowym polskiego rolnictwa, zostanie pozbawione ochrony i przy niskich możliwościach kapitałowego wsparcia ze strony naszego państwa zostanie skazane na nieuczciwą, niekontrolowaną konkurencję. Przykładem mogą być obecnie niskie ceny, które załamały się ok. marca 2008 r. Załamanie to było wynikiem najpierw dużego wywindowania na giełdach cen produktów mleczarskich przez kapitały spekulacyjne, a później wycofania tychże kapitałów z gry giełdowej. W związku ze wzrostem cen produktów mleczarskich poszły wysoko ceny na surowiec, czyli mleko do 1,80 zł za litr, a po załamaniu obniżka cen za surowiec dla rolnika do 0,70 zł za litr. Proszę zauważyć że ceny produktów w obrocie detalicznym, czyli na półce sklepowej, prawie nie uległy korekcie. Jakie więc stąd nasuwają się wnioski? Że nie liczą się tak naprawdę ciężka praca, zaangażowanie i trud rolnika, jeżeli w obronie nie stanie przemyślana ochrona i mechanizmy interwencji w tym wypadku w ramach wspólnej polityki rolnej, które niestety zawiodły zarówno w Polsce, Niemczech, Francji, jak i w innych krajach UE, czego przykładem są potężne protesty mleczarskie, które wstrząsają tymi państwami. Stąd mechanizm odejścia od kwotowania - regulacji rynku mleka byłby zgubny dla polskiego i europejskiego mleczarstwa.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Rzeczniczka prawdziwej emancypacji

Doświadczyła wielorakich cierpień wynikających z niewolnictwa, a jednak stała się świadkiem prawdziwej miłości i wolności.

Bakhita, urodzona w Sudanie, w wieku ok. 7 lat została porwana i stała się niewolnicą. Wielokrotnie była sprzedawana kolejnym właścicielom. Ostatecznie jako niewolnica znalazła się na służbie u matki i żony pewnego generała, gdzie każdego dnia była chłostana aż do krwi. Pozostały jej po tym 144 blizny. Odzyskała wolność dopiero wtedy, gdy znalazła się w rękach Callista Legnaniego, włoskiego konsula. Wraz z nim udała się do Włoch, by zajmować się jego rodziną. To właśnie tam, w Wenecji, zrodziło się jej powołanie do życia zakonnego. Benedykt XVI napisał o tym wydarzeniu w swojej encyklice Spe salvi: „Znając tak okrutnych «panów», których do tej pory była własnością, tu Bakhita poznała «Pana» całkowicie innego, żyjącego Boga, Boga Jezusa Chrystusa – w dialekcie weneckim, którego się nauczyła, nazywała Go «Paron» (Pan). Do tej pory znała tylko panów, którzy ją poniżali i maltretowali albo – w najlepszym przypadku – uważali ją za użyteczną niewolnicę. Teraz natomiast usłyszała o istnieniu «Parona», który jest ponad wszystkimi panami, jest Panem panów, oraz że ten Pan jest dobry, jest uosobieniem dobroci” (n. 3).

CZYTAJ DALEJ

Alicja z krainy dobra

Niedziela Ogólnopolska 51/2019, str. 52-54

[ TEMATY ]

miłosierdzie

wolontariat

Klaudia Zielińska

Nie lubi mówić o sobie. Unika udzielania wywiadów. Ratuje ludzi od śmierci, głodu, cierpienia i chorób. Misjonarka w Kenii i Tanzanii. Nazywana przez bliskich „Aniołem Afryki” lub „Matką Teresą z Polski”.

Krzysztof Tadej: Trzy lata temu w wywiadzie dla tygodnika Niedziela powiedziała Siostra m.in.: „Kiedyś pojechałam do jednej z wiosek. Witałam się z ludźmi i nagle usłyszałem dziwny pisk. Spytałam: «Co to takiego?». Wskazano mi jeden z domów. Wczołgałam się, bo nie było drzwi. Zobaczyłam dziecko leżące na liściach od banana. Piszczało z bólu. W jego uchu zagnieździły się robaki i wyjadały błonę bębenkową. Obok leżała matka i nie miała siły wstać. Umierała z głodu. Udało się uratować dziecko i matkę w ostatniej chwili”. Opowiadała Siostra również o innych dramatycznych sytuacjach w kenijskiej miejscowości Laare. Czy od tego czasu sytuacja się poprawiła?

CZYTAJ DALEJ

Zgromadzenie synodalne w Pradze: apel o przejrzystość języka i terminologii synodalnej

2023-02-08 17:38

Grzegorz Gałązka

Apele o przejrzystość języka i terminologii synodalnej wybrzmiały na zakończenie pracy w grupach roboczych europejskiego zgromadzenia synodalnego, jakie w dniach 5-12 lutego odbywa się w Pradze. Wielokrotnie wskazywano, że synodalność powinna być wdrożona w procesach decyzyjnych na wszystkich szczeblach życia Kościoła.

Dzisiejsze rozmowy dotyczyły trzeciego pytania zadanego w watykańskim dokumencie na etap kontynentalny, a dotyczącego tematów, jakimi powinni się zająć zgromadzenie Synodu Biskupów w październiku br. w Watykanie. Wysłuchano także relacji z prac grup roboczych z udziałem 390 delegatów, którzy brali udział w zgromadzeniu online.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję