Reklama

Historia

80 lat temu Janusz Korczak oraz jego podopieczni zostali wywiezieni do obozu zagłady w Treblince

80 lat temu, 5 lub 6 sierpnia 1942 r., Janusz Korczak, jego współpracownica Stefania Wilczyńska oraz 192 wychowanków z Domu Sierot przy ul. Siennej 16 w Warszawie zostali doprowadzeni na Umschlagplatz. Stamtąd wywieziono ich do obozu zagłady w Treblince.

2022-08-05 07:55

[ TEMATY ]

Treblinka

Przemysław Melka

Naoczny świadek sceny przemarszu dzieci na Umschlagplatz Nachum Remba pisał: "Na czele pochodu szedł Korczak. Nie! Tego obrazu nigdy nie zapomnę. To nie był marsz do wagonów, to był zorganizowany, niemy protest przeciwko bandytyzmowi! [...] Były to pierwsze żydowskie szeregi, które szły na śmierć z godnością, ciskając barbarzyńcom spojrzenia pełne pogardy. [...] Gdy Niemcy zobaczyli Korczaka, pytali: +Kim jest ten człowiek?+". W ślad za nimi poszły dzieci z innych sierocińców i domów opieki, razem z opiekunami i wychowawcami".

W wielu relacjach powtarzają się te same motywy - uśmiechnięte dzieci idące czwórkami pod zielonym sztandarem Króla Maciusia I, śpiewające "Choć burza huczy wokół nas". Władysław Szpilman zapisał, że dzieci były ubrane w najlepsze ubrania, radosne, bo przekonane, że jadą na wieś, pochód prowadził chłopiec grający na skrzypcach, a Korczak niósł na rękach dwoje najmłodszych.

Podziel się cytatem

Ostatnią drogę Domu Sierot opisał także poeta getta Władysław Szlengel w wierszu: "Kartka z dziennika +Akcji+":

Reklama

"Dziś widziałem Janusza Korczaka,

Jak szedł z dziećmi w ostatnim pochodzie,

A dzieci były czyściutko ubrane,

Jak na spacer niedzielny w ogrodzie.

Janusz Korczak szedł prosto na przedzie

Z gołą głową, z oczami bez lęku,

Za kieszeń trzymało go dziecko,

Dwoje małych sam trzymał na ręku".

Wielokrotnie opisywana i przedstawiana w filmach scena pochodu pięknie ubranych, śpiewających dzieci prawdopodobnie wyglądała jednak inaczej.

Relację taką przytacza Joanna Olczak-Ronikier, autorka wydanej w 2011 r. książki "Korczak. Próba biografii". "Naoczny świadek zapamiętał tę scenę inaczej: Korczak, bardzo już chory i wyczerpany, ledwie powłóczył nogami, dzieci, sparaliżowane przerażeniem, szły w całkowitej ciszy" - mówiła pisarka podczas spotkania promocyjnego.

Ku tej wersji skłania się też prof. Jacek Leociak z Centrum Badań nad Zagładą Żydów PAN. Jak wyjaśnił, w kwietniu 1942 r. Korczak pisał do swojej wieloletniej współpracowniczki Natalii Zandowej i szczegółowo przedstawiał swój zły stan zdrowia: "Przyjść nie mogę, bo jestem stary, zmęczony, słaby i chory. [...] bolała głowa, bolały plecy i nogi, i ręce, i kaszel męczył, [...] zmęczyłem się, ale w nocy nie wypocząłem. Wiecie, jak źle jest, kiedy coś boli, kiedy z trudem człowiek wstaje i chodzi – kiedy mu zimno i ma dreszcze, i kaszle".

Prof. Leociak tłumaczył, że w "Pamiętniku" pedagog wracał do wspomnianych wątków, do zmęczenia, do mozołu ubierania się co rano, do trapiącego go kaszlu, złamanego zęba, który kaleczy język. Doktor Mordechaj Leński, który badał Korczaka w getcie, wspominał: "Był wychudzony, policzki miał pokryte czerwonymi plamami, oczy płonęły. Mówił szeptem, oddychał z trudem. Prześwietlenie ujawniło wodę w klatce piersiowej. Dr Korczak nie przejął się tym. Zapytał, do jakiego miejsca dochodzi wysięk. Gdy się dowiedział, że woda nie doszła jeszcze do czwartego żebra, machnął ręką".

Reklama

W czerwcu 1942 r. Korczak poddał się operacji zaniedbanego wrzodu w okolicach łopatki. Stella Eliasbergowa wspominała, że miesiąc później Korczak był w bardzo złym stanie. "Osłabione serce, nogi i stopy miał tak spuchnięte, że musiał kłaść się na parę godzin do łóżka" - tłumaczyła.

18 lipca 1942 r., cztery dni przed rozpoczęciem "Wielkiej Akcji" likwidacyjnej getta warszawskiego, w Domu Sierot Janusza Korczaka odbyło się ostatnie przedstawienie teatralne w dogorywającym getcie. Dziecięca inscenizacja dramatu Rabindranatha Tagorego "Poczta" była dla Korczaka symbolicznym pożegnaniem z życiem.

Podziel się cytatem

Korczak jeden z pierwszych traktował dziecko jako istotę duchową i w pełni zdolną do głębokiego przeżywania własnej egzystencji. Uważał, że dorośli mają obowiązek świadomego pokierowania rozwojem duchowym i wychowaniem dziecka nawet w sytuacjach ekstremalnych. Doktor zawsze podkreślał, że dziecko ma prawo do świadomego cierpienia, chorowania, umierania. Nauką umierania miała się stać inscenizacja utworu dramatycznego Tagorego z 1913 r.

Reklama

"Poczta" (Daakghar) to baśń filozoficzna o poszukiwaniu wewnętrznej wolności, przyjaźni i samotności oraz o pogodzeniu się ze śmiercią. Opowiada o chorym chłopcu Amalu, który nie może opuszczać swojego pokoju. W odosobnieniu fantazjuje na temat świata, który obserwuje jedynie przez okno. Dzięki własnej wyobraźni komunikuje się z innymi ludźmi, od których izoluje go ciężka choroba. Amal znosi swój los z dziecięcą pogodą ducha. Potrafi kochać, okazywać przyjaźń, dobro i radość nawet w obliczu śmierci. Jest oświecony, gotowy na spotkanie z nieśmiertelnością.

Zdaniem niektórych ekspertów Korczak nieprzypadkowo wybrał utwór Tagorego. Jego dzieła były zakazane przez nazistów (przeciwny wystawieniu "Poczty", z obawy przed represjami władz hitlerowskich, był też w getcie Zarząd i Komisja Dochodów Towarzystwa "Pomoc dla Sierot"). Poza tym Korczak czuł z indyjskim myślicielem pokrewieństwo duchowe. W swoim "Pamiętniku" opisał sen, w którym spotkał się z Tagorem w scenerii egzotycznych Indii. Od jakiegoś czasu interesował się oryginalnymi i nowatorskimi pracami pedagogicznymi słynnego Hindusa, m.in. jego głośną "specyfiką procesu wychowania". Wiele spośród idei Korczaka i Tagorego ma charakter pokrewny.

Sztuka miała premierę 18 lipca. Kilka dni później, 22 lipca, w dzień 63. lub 64. urodzin Starego Doktora (jego ojciec zaniedbał wyrobienia metryki, Korczak nie znał roku swojego urodzenia) rozpoczęła się w getcie wielka akcja wywózki mieszkańców do komór gazowych Treblinki. 23 lipca prezes Judenratu warszawskiego getta Adam Czerniaków popełnił samobójstwo, połykając cyjanek, po tym, jak Niemcy próbowali wymusić na nim zgodę na wywiezienie sierocińców. Korczak, choć świadomy, jaki los czeka jego wychowanków, w tych ostatnich dniach dbał o to, aby zajęcia w Domu Sierot toczyły się wedle zwykłego planu. Wydaje się, że miał mimo wszystko jakąś nadzieję - wiadomo, że 2 sierpnia starał się o przydział węgla dla sierocińca na zimę.

Reklama

W ostatnich miesiącach życia, od maja do sierpnia 1942 r., Korczak prowadził pamiętnik, w którym opisał swoje życie i doświadczenie życia w getcie. W ostatnim zapisku z 4 sierpnia zastanawia się, czy jego głowa w oknie jest dobrym celem dla niemieckiego wartownika po drugiej stronie ulicy. Nie wiadomo, czy mieszkańcy Domu Sierot ruszyli w drogę na Umschlagplatz 5 czy 6 sierpnia. 5 sierpnia wysiedlono inne sierocińce z getta, ale przyjęto, opierając się na diariuszu Abrahama Lewina, że Dom Sierot wysiedlono dzień później. Wiadomo jednak, że 5 sierpnia 1942 r. świeciło słońce, a dzień później padał deszcz. Wszyscy świadkowie pochodu Korczaka z dziećmi na Umschlagplatz zapamiętali, że panował obezwładniający upał, więc Joanna Olczak-Ronikier, autorka biografii Korczaka, skłonna jest przyjąć, że działo się to 5 sierpnia.

Krąży niepotwierdzona opowieść, że Korczak, tuż przed wejściem do wagonów, został rozpoznany przez Niemców i że proponowano mu ocalenie pod warunkiem, że zostawi dzieci, a on odmówił. "Stał się personifikacją bohaterstwa, chociaż na pewno nie czuł się bohaterem. Uważał, że wypełnia swój obowiązek, podobnie jak setki ludzi w getcie, zwłaszcza lekarzy i pedagogów odpowiedzialnych za los innych" - pisze Olczak-Ronikier. Zapamiętano poświęcenie Korczaka, ale podobnie zachowali się inni. Swoich wychowanków nie opuścili w drodze do komór gazowych m.in. współpracownica Korczaka Stefania Wilczyńska, Aron Koniński z internatu na Mylnej, nieznana z imienia pani Broniatowska z internatu dla dziewcząt i wielu innych ludzi, z których większość miała możliwość szukania dla siebie ratunku.

Reklama

Przyjmuje się, że Korczak, Stefania Wilczyńska i ich wychowankowie zginęli w Treblince 6 sierpnia 1942 r. Ale i to nie jest pewne. Niektórzy badacze sądzą, że Korczak był zbyt chory i słaby, aby przeżyć transport do obozu zagłady, i zmarł w wagonie pociągu wiozącego ich do Treblinki.

Prof. Leociak ocenia, że zły stan zdrowia Korczaka mógł sprawić, że nie zniósł on trudów podróży. "Trzeba pamiętać, że była to wielogodzinna gehenna jazdy w wagonie zapełnionym do niemożliwości, gdzie przebywało nawet 150 osób. Podłoga była wysypana niegaszonym wapnem, na którą ludzie załatwiali swoje potrzeby fizjologiczne; +wszystko się gotowało+. W każdym wagonie, który dojeżdżał do Treblinki były trupy. Wielu ludzi próbowało się ratować, wyskakiwać z wagonów; część z nich zastrzelili strażnicy ukraińscy znajdujący się na dachach pociągów" - wyjaśnił.

W marcu 2015 r. Sąd Rejonowy Lublin-Zachód uznał, że Janusz Korczak zmarł 7 sierpnia 1942 r. w obozie zagłady w Treblince. O ustalenie tej daty wniosła Fundacja Nowoczesna Polska. Od daty tej zależy, jak długo dzieła Korczaka są chronione prawem autorskim. Sąd uchylił obowiązujące dotychczas postanowienie Sądu Powiatowego w Lublinie z 30 listopada 1954 r., który nie ustalił daty śmierci, ale uznał Henryka Goldszmita za zmarłego z dniem 9 maja 1946 r. (datę tę - rok od zakończenia II wojny światowej - ówczesne sądy wyznaczały jako datę uznania danej osoby za zmarłą, jeśli nie dało się ustalić dokładnej daty śmierci osoby podczas wojny).

Janusz Korczak (Henryk Goldszmit, ps. Stary Doktor lub Pan Doktor) - lekarz, działacz społeczny, wychowawca, pedagog, myśliciel - urodził się 22 lipca 1878 lub 1879 r. w Warszawie, w zamożnej, zasymilowanej rodzinie żydowskiej.

Od 1905 r. pracował w Szpitalu dla Dzieci im. Bersohnów i Baumanów w Warszawie, kierował Domem Sierot dla dzieci żydowskich, który istniał od 1912 do 1942 r. Współtworzył Nasz Dom dla dzieci polskich. Poczuwał się do podwójnej przynależności kulturowej i narodowej, jako Żyd Polak działał w obrębie obu społeczności i na rzecz ich zbliżenia.

Reklama

Pozostawił po sobie bogatą spuściznę literacką. Swoje poglądy na temat pedagogiki zawarł przede wszystkim w dziełach "Jak kochać dziecko", "Prawo dziecka do szacunku" i "Momenty wychowawcze".

Wśród jego utworów skierowanych do dzieci najbardziej znane to: "Król Maciuś Pierwszy", "Król Maciuś na bezludnej wyspie", "Bankructwo małego Dżeka", "Kajtuś czarodziej" i "Kiedy znów będę mały".

Podziel się cytatem

Był ponadto autorem powieści o tematyce społecznej takich jak "Dzieci ulicy" oraz "Dziecko salonu", a także innych utworów, m.in. "Koszałki-opałki", "Sam na sam z Bogiem" oraz dramatów, z których zachował się tylko jeden: "Senat szaleńców", wystawiony w Teatrze Ateneum przez Stefana Jaracza w 1931 r. (PAP)

Reklama

autor: Katarzyna Krzykowska

ksi/ skp/

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Jeszcze rosną drzewa, które to widziały…

Niedziela podlaska 38/2019, str. 7

[ TEMATY ]

Treblinka

Ewa Jakubik

Harcerze pamiętają o zagładzie

Harcerze pamiętają o zagładzie

Uroczystości patriotyczno-religijne ku czci ofiar karnego obozu pracy w Treblince odbyły się 7 września br. Do dzisiaj żyją osoby, które pamiętają czasy II wojny światowej oraz świadczą o obozowej gehennie

Uroczystość rozpoczęła się przy żwirowni o godz. 12. Tu licznie zebranych powitał proboszcz parafii Prostyń ks. Józef Poskrobko.

CZYTAJ DALEJ

Pielgrzym ocalony z wypadku: wybiorę się do Medjugorie, aby podziękować Bogu za to, że żyję

2022-08-08 15:29

[ TEMATY ]

Medjugorie

wypadek w Chorwacji

Adobe Stock

- Będę chciał wybrać się kiedyś do Medjugorie, aby podziękować Bogu za cudowne ocalenie – powiedział Roman Wileński, który uczestniczył w tragicznym wypadku polskiego autokaru w Chorwacji. Obecnie przebywa w szpitalu w Zagrzebiu z ranami głowy i nogi. Do Polski ma wrócić w środę. Mężczyzna jest mieszkańcem podradomskiej miejscowości Kolonia Lesiów.

Roman Wileński przyznał, że poradził sobie traumą po wypadku, bowiem przez wiele pracował w komisji badania wypadków. Obecnie pracuje w jednej ze spółek kolejowych. Był jednym z pielgrzymów udających się do Medjugorie. Obecnie przebywa w szpitalu w Zagrzebiu ogólnymi ranami głowy i nogi.

CZYTAJ DALEJ

Papież: wolę Kościół poraniony niż Kościół, który pozostaje chory

2022-08-08 14:51

[ TEMATY ]

papież Franciszek

Grzegorz Gałązka

„Niech to spotkanie pomoże wam poczuć się wspólnotą, częścią misyjnego życia Kościoła, który nigdy nie bał się wychodzić na spotkanie nowych horyzontów i granic. Z kreatywnością i odwagą głoście miłosierdzie i czułość Boga” - powiedział papież Franciszek w przesłaniu skierowanym do młodych ewangelizatorów uczestniczących w spotkaniu pod hasłem „Hechos 29” w Monterrey, w Meksyku.

Ojciec Święty przypomniał słowa wypowiedziane podczas podróży do Kanady, że wciąż trzeba znajdować nowe sposoby głoszenia Ewangelii tym, którzy jeszcze nie spotkali Chrystusa. To zakłada kreatywność duszpasterską, aby dotrzeć do ludzi tam, gdzie żyją, nie czekając na ich przyjście, ale tam, gdzie żyją, odkrywając znaczenie słuchania, dialogu i spotkania.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję