Człowiek Boga

Z Krzysztofem Tadejem rozmawia Lidia Dudkiewicz

Wkrótce będziemy mogli obejrzeć film „Człowiek Boga” – o ks. Władysławie Bukowińskim, który posługiwał m.in. w Kazachstanie i z powodu swojej gorliwości kapłańskiej był skazywany na sowieckie łagry i więzienia. Beatyfikacja kapłana odbędzie się 11 września 2016 r. w Karagandzie. Reżyser Krzysztof Tadej w rozmowie z Lidią Dudkiewicz mówi o filmie i cudzie za wstawiennictwem sługi Bożego ks. Władysława Bukowińskiego zatwierdzonym do jego beatyfikacji

LIDIA DUDKIEWICZ: – Na beatyfikację ks. Władysława Bukowińskiego przygotował Pan film „Człowiek Boga”. Proszę powiedzieć, co jest treścią tej filmowej opowieści i jak przebiegały prace nad realizacją tego obrazu.

KRZYSZTOF TADEJ: – To film o życiu i działalności ks. Władysława Bukowińskiego, który w sowieckich łagrach i więzieniach spędził ponad 13 lat. Pomimo ogromnych cierpień pokonał w sobie niechęć i nienawiść wobec tych, którzy wyrządzili mu tyle zła. We „Wspomnieniach z Kazachstanu” napisał: „Dla mnie Chrystusowe przykazanie miłości nieprzyjaciół nie jest jakąś piękną utopią, lecz czymś w najwyższym stopniu realnym i życiowym”. Te słowa są, moim zdaniem, kluczem do zrozumienia jego życia. Nie miał mieszkania, żył niezwykle skromnie, ale z uśmiechem i radością mówił o Bogu i czynił dobro. To również film o jego dramatycznych wyborach. W 1954 r. ks. Bukowiński został zwolniony z obozu pracy. Zmuszono go do zamieszkania w Karagandzie. Nie narzekał. Z humorem napisał, że Bóg działa też przez ateistów, bo został zesłany tam, gdzie jest szczególnie potrzebny. W Karagandzie był jedynym księdzem katolickim. Rok później, w czerwcu 1955 r., władze ZSRR pozwoliły Polakom wrócić na stałe do kraju. Ksiądz Bukowiński zobaczył na biurku kapitana, który go wezwał, dwie listy. Jedna była cała zapełniona nazwiskami tych, którzy zgłosili się do wyjazdu do Polski, druga – prawie pusta. Ci, którzy zostali, musieli przyjąć obywatelstwo Związku Radzieckiego. Ksiądz Bukowiński zdecydował się zostać. Chciał nadal służyć wiernym, bez względu na cenę cierpienia, jaką będzie musiał płacić.
Film realizowaliśmy w Polsce, na Ukrainie i w Kazachstanie, czyli w miejscach życia i działalności ks. Bukowińskiego. Podążaliśmy po jego drogach, po jego śladach. Na stepie w Kazachstanie czy we wsi Michajłowska – to obecnie dzielnica Karagandy. Tam poprosiliśmy o. Pawła Bloka o odprawienie Mszy św. w domu państwa Osińskich – w tym samym pokoju, gdzie ks. Bukowiński odprawiał Msze św. potajemnie, w nocy. Na Eucharystii zgromadzili się Polacy z sąsiednich domów. Przed laty za udział w takiej Mszy św. groziły więzienie i represje.

– Z pewnością spotkał się Pan ze świadkami życia ks. Bukowińskiego...

– Dotarliśmy do wielu świadków. Dla nich ks. Bukowiński nie umarł, nadal żyje. Zgodnie z nauką Kościoła, że życie nie kończy się wraz ze śmiercią, ale się zmienia. Wiele osób mówiło nam o łaskach uzyskanych za wstawiennictwem ks. Bukowińskiego, m.in. o uzdrowieniu z choroby nowotworowej, pokonaniu sepsy. Nagraliśmy rozmowę również z ks. Mariuszem Kowalskim. Cud jego uzdrowienia uznała Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych w procesie beatyfikacyjnym ks. Bukowińskiego. Gdy spojrzy się na jego życie, można uznać go za patrona kapłanów, więźniów, chorych itd. Dla mnie ks. Bukowiński będzie również patronem ludzi znajdujących się w szczególnie trudnych sytuacjach w życiu.

– Proszę przybliżyć sprawę cudu dotyczącego uzdrowienia ks. Kowalskiego.

– W czerwcu 2008 r., jeszcze jako kleryk, Mariusz Kowalski grał w piłkę z kolegami na boisku koło seminarium w Karagandzie. Nagle upadł. Doznał wylewu. Odwieziono go do szpitala i zapadł w śpiączkę. Jego stan był bardzo ciężki. Lekarze mówili, że się nie wybudzi, a gdyby chłopak odzyskał przytomność, to będzie całkowicie lub częściowo sparaliżowany. Rozpoczęły się modlitwy za wstawiennictwem ks. Władysława Bukowińskiego. Po 3 dniach Mariusz wybudził się ze śpiączki. Nastąpiło trwałe i całkowite uzdrowienie. Dzisiaj ks. Mariusz jest proboszczem i zarazem jedynym księdzem parafii w mieście Temirtau. Mieszka tam ok. 100 tys. ludzi, a do jedynej parafii należy 50-60 wiernych.

– Nie ulega wątpliwości, że solidnie się Pan przygotowywał do pracy nad filmem, którego akcja sięga Kazachstanu, gdzie żył ks. Bukowiński. Na pewno miał Pan wyobrażenie o tym odległym kraju. Jak wyglądała konfrontacja z rzeczywistością już tam, na miejscu?

– Zaskoczyła mnie ogromna życzliwość mieszkańców Kazachstanu. Podchodzili do nas, pytali, co robimy, pytali o Polskę, o ks. Bukowińskiego. Każdy chciał nam w jakikolwiek sposób pomóc. Zobaczyłem ludzi bardziej szczęśliwych i uśmiechniętych niż w Polsce, choć pewnie wielu z nich jest w gorszej sytuacji materialnej. Tej życzliwości nigdy nie zapomnę. Miejscowi księża, mimo że są tam misjonarzami od lat, ciągle też są pod wrażeniem gościnności i życzliwości, z którą się spotykają na co dzień. I dobrych kontaktów z władzami, które gotowe są współdziałać przy różnych inicjatywach.

– Jaki jest obraz Kościoła w Kazachstanie?

– Mieszkają tam ludzie 120 narodowości. Większość to wyznawcy islamu. W tym wielokulturowym i wielonarodowym kraju katolicy stanowią mniej niż 1 proc. obywateli. Dzisiaj Kazachstan to miejsce tolerancji i otwartości wobec innych, równego traktowania religii. Rektor seminarium w Karagandzie ks. Piotr Pytlowany powiedział mi, że w tej różnorodności kultur warto naśladować ks. Bukowińskiego. Gdy żył na tej ziemi, nigdy nie starał się dominować w rozmowie, narzucać swoich poglądów i przekonań. Za szybko nie oceniał ludzi, których spotykał, a wśród których było wielu ateistów, wiele osób partyjnych. On towarzyszył im. A pytany, mówił o Bogu. Swoim życiem, postawą wyrażał to, kim i jaki jest Bóg.
Dzisiaj w diecezji karagandyjskiej, która jest dwa razy większa niż Polska, pracuje zaledwie 18 księży. Są siostry zakonne, jest świecka misjonarka. Słowa z Pisma Świętego: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało” (Mt 9, 37) pozostają aktualne. Szczególnie tu, w Kazachstanie, kraju, który tak bardzo potrzebuje kolejnych kapłanów.

– Interesują nas losy Polaków, którzy znaleźli się w Kazachstanie. Jak im się teraz żyje? Jak to wygląda w liczbach?

– Często czytamy o 100 tys. Polaków w Kazachstanie. Według spisu ludności, narodowość polską zadeklarowało 35 tys. mieszkańców tego kraju. W ciągu ostatnich lat wielu Polaków powróciło do ojczyzny. Ale są też tacy, którzy wyjechali do Polski i wracają do Kazachstanu z poczuciem rozgoryczenia. W Polsce bowiem nie znaleźli pracy, byli samotni, spotykali się z określeniami typu „ruscy przyjechali”. Obecnie złożono ok. 3 tys. wniosków o repatriację do Polski. Trudno dokładnie określić, ile osób chce wrócić, ponieważ jeden wniosek może dotyczyć jednej osoby lub całej rodziny. Polaków, których spotkaliśmy, cechuje wielka miłość do Polski.

– Proszę powiedzieć, jak Karaganda przygotowuje się na beatyfikację ks. Władysława Bukowińskiego? Jakie znaczenie może mieć to wydarzenie?

– Można powiedzieć, że nie tylko Kazachstan czeka na beatyfikację. Do Karagandy przyjadą grupy z Rosji, Ukrainy, Polski, Włoch i Niemiec. Dla wiernych w Karagandzie i w całym Kazachstanie beatyfikacja ks. Bukowińskiego to nie tylko wielkie, ważne wydarzenie religijne i historyczne. To po prostu dar od Boga. Wiele osób podkreślało, że gdy patrzą na losy ks. Bukowińskiego, łatwiej im podejmować najważniejsze decyzje w życiu. Mówili, że on swoją postawą pokazuje, iż bez względu na sytuację w domu, szkole, pracy czy sytuację polityczną każdy może być szczęśliwy i to od nas zależy, jakie mamy relacje z Bogiem – czy wybieramy Go, czy odrzucamy. To również okazja do wspomnień o wielu tysiącach Polaków, którzy tutaj umarli. Umierali samotni, opuszczeni, cierpiący, bezprawnie wywiezieni z ojczyzny.

„Niedziela” 36/2016

Editor: Tygodnik Katolicki "Niedziela", ul. 3 Maja 12, 42-200 Czestochowa, Polska
Editor-in-chief: Lidia Dudkiewicz • Translation: Aneta Amrozik • E-mail: redakcja@niedziela.pl