Moje trzy grosze w kwestii wychowania

Ks. Ireneusz Skubiś

Coraz częściej spotykamy się z problemem młodych ludzi, którzy potrafią targnąć się na własne życie. Słyszymy też o narastającej fali okrucieństw dokonywanych przez młodych, w pełni sił fizycznych ludzi, reagujących agresją na zwykłe ludzkie problemy, takie m.in. jak dłuższy płacz dziecka, ironiczne uwagi otoczenia, a z którymi oni poradzić sobie nie potrafią. Wyraźnie widać więc, że istnieje potrzeba, by uczyć człowieka cywilizowanych i prowadzących do dobra sposobów radzenia sobie z coraz bardziej powszechnym stresem, a nie - jak się to dzieje najczęściej - przez najbardziej popularny i najbardziej niebezpieczny przekaz filmowy, stawiać na jedno siłowe rozwiązanie, bądź po prostu dziecinną ucieczkę od problemów. Jakieś próby reanimacji resztek normalnego systemu edukacyjno-wychowawczego inicjuje jeszcze min. Giertych, narażając się przy tym i niemal wszystkim ugrupowaniom politycznym, i szkole, na którą nakłada nowe, dodatkowe obowiązki, i rodzicom, którzy czują się usprawiedliwieni ze zwolnienia z obowiązku wychowania dzieci trudnościami na rynku pracy, a czasem po prostu wolą swój czas - zamiast dzieciom - poświęcić kolejnemu serialowi w TV. Żeby choć jeszcze tworzyli przychylny klimat dla Kościoła, który mógłby i ich, i ich dzieci wiele nauczyć, sprawić, by na wiele spraw spojrzeli inaczej, by swoje problemy ujrzeli w świetle ewangelicznym.
A tak - koło się zamyka, człowiek - zwłaszcza młody - poddaje się rozpaczy lub bezradności zamiast pójść śladem św. Piotra Apostoła, który potrafił z trudnych doświadczeń uczynić fundament późniejszej wspaniałej budowli, idą w ślady Judasza i jemu podobnych i podążają do całkowitej zguby. A zatem istnieje u nas szerszy problem wychowania - wychowania do dobrego życia i do poradzenia sobie z trudnościami życiowymi, a tak naprawdę zawsze znajdzie się jakieś moralnie dobre i dobro rodzące wyjście z najbardziej trudnej sytuacji.
Jak w każdym wychowaniu i tu ogromną rolę odgrywa też przykład. Słowa uczą, przykłady pociągają - mówi stara maksyma. Chodzi więc o to, by wszyscy, którzy odgrywają rolę wychowawców, mieli świadomość tego, że na ich przykładzie weryfikują usłyszane prawdy ich podopieczni, podwładni, naród wreszcie, bo rolę wychowawców pełnią też nasze elity rządzące. Wychowawcami szczególnymi są nauczyciele religii - księża, siostry zakonne i katecheci świeccy. Słowa przez nich wypowiadane, automatycznie niejako weryfikowane są z ich postawą życiową, a ewentualny rozdźwięk przenoszony jest i uogólniany na cały Kościół i przynosi wiele szkody całemu dziełu ewangelizacji.
Wydaje się też, że jako większa społeczność powinniśmy znacznie mocniej reagować na wszelkie "nowości", które wciska się do systemu edukacyjnego pod pozorem szerokiego otwarcia na świat. Różnego rodzaju ankiety, które nie służą niczemu innemu, jak tylko demoralizowaniu naszych dzieci, wypaczaniu ich normalnego odbioru koleżanek i kolegów, zbyt wczesnemu rozbudzaniu ich namiętności zmysłowych, które bez dojrzałości emocjonalnej nie mogą znaleźć pożądanego społecznie ujścia. Wszystkie takie nowinki edukacyjno-wychowawcze bezwzględnie winny być konsultowane społecznie - wyłączenie z dyskusji na ten temat rodziców świadczy o uznaniu ich za niekompetentnych w wychowaniu swych dzieci i po prostu głupszych.
I jeszcze jedna z niewątpliwie wielu ważnych uwag, które nasuwają się na myśl w kwestii wychowania człowieka. My, dorośli, powinniśmy tworzyć jak najwięcej miejsc przyjaznych młodym ludziom, w których mogliby oni ze sobą, pobyć, w których rodziłyby się nowe, wspaniałe pomysły prawdziwie uskrzydlające młode osobowości i przynoszące ludziom konkretne dobro, a nade wszystko, w których czuliby oni radość bycia we wspólnocie. Myślę, że wiele jest jeszcze niezagospodarowanych pomieszczeń - także dawnych sal katechetycznych przy parafiach - w które należałoby tchnąć życie. Poza tym dzisiejszy, raczej izolujący człowieka od ludzi świat - tzw. wyścigi szczurów, rodzi w człowieku nieumiejętność współpracy z ludźmi, a na dłuższą metę pustkę i samotność, która łatwo prowadzi do zguby. Bycie razem - takie prawdziwe i serdeczne - to także klucz do wyjścia z wielu życiowych problemów.
Panu Jezusowi, Nauczycielowi Dobremu, polecajmy dziś wszystkich przeżywających dramaty codzienności, a po ludzku czyńmy wszystko, by zapobiegać tym najtragiczniejszym.

"Pokolenie" 2/2007

Editor: Tygodnik Katolicki "Niedziela", ul. 3 Maja 12, 42-200 Czestochowa, Polska
Editor-in-chief: Lidia Dudkiewicz • Translation: Aneta Amrozik • E-mail: redakcja@niedziela.pl