Rewolucja seksualna Karola Wojtyły

Ks. Andrzej Przybylski

List do Ani z pokolenia JP II
Witaj Anka!
W maju powinno się ponoć więcej myśleć o miłości. Pisałaś ostatnio do mnie o swoich problemach z tymi sprawami. Co to jest miłość? Jak sprawdzić, czy ktoś mnie kocha naprawdę? Co zrobić z tym dziwnym pragnieniem cielesności? Dlaczego w ogóle żąda się od młodych życia w czystości i czy seks jest brudny? Czym wreszcie jest małżeństwo i czy warto decydować się na nie w tych czasach? Wiem, że tych pytań masz jeszcze bardzo dużo.
W latach 60. ubiegłego wieku ogłoszono tzw. rewolucję seksualną, czyli pełne przyzwolenie na swobodne uprawianie seksu, który sprowadzono do najważniejszego elementu miłości. W tym liście chcę Ci napisać o zupełnie innej rewolucji, zapoczątkowanej przez młodego Księdza Karola z Krakowa, który potem został Papieżem. Może nie była to głośna rewolucja, ale tak to jest z prawdą - ona zawsze brzmi ciszej niż stek kłamstw. Postaram się w tym krótkim liście opowiedzieć Ci o pięciu ważnych myślach z książki, którą bardzo Ci polecam: Karol Wojtyła "Miłość i odpowiedzialność".

Kochaj jak człowiek!

W miłości nie wolno zapomnieć o tym, że jest się człowiekiem, bo tylko ludzie są zdolni do miłości. Zwierzęta po prostu realizują swoje popędy. Nie kochaj jak zwierzę, które pragnie tylko zaspokoić swoje potrzeby. U zwierząt te sprawy działają jak automat. Im jest wszystko jedno gdzie, kiedy i z kim. Tylko człowiek potrafi kochać odpowiedzialnie i pięknie. Jak się kiedyś zakochasz, to zapamiętaj te słowa: ludzie kochają odpowiedzialnie, czyli znają konsekwencje swoich wyborów. Kochają też pięknie, dlatego nie uprawiają miłości byle gdzie i byle jak. Karol Wojtyła nazywał to mądrze "normą personalistyczną", a chodziło mu o to, żeby w miłości zawsze pamiętać, że jest się człowiekiem, a nie zwierzęciem.

Nie wszystko nazywaj miłością

Już sama wiesz, że trudno rozeznać prawdziwą miłość, a to dlatego, że nie jest ona taka prosta. Ona się pojawia i rozwija, składa się też z wielu elementów, które muszą się ze sobą spotkać, żeby powiedzieć "kocham". Dlatego prawdziwa miłość potrzebuje czasu i czeka aż dojrzeje. Nie spiesz się z miłością. Obserwuj ją i patrz jak się zmienia. Nie próbuj też jakiegoś jednego znaku, jednego pocałunku, jednego gestu nazywać miłością. Wiem, że wy, młodzi, lubicie takie skróty, żeby na przykład seks nazywać kochaniem się. Ale przecież miłość to nie tylko seks.

Seks jest tak piękny, że trzeba się o niego troszczyć

No to przechodzę już do rzeczy. Pamiętam, jak Ci mówiłem, że Bóg Cię kocha, a Ty mi odpowiedziałaś, że to dobrze, ale szkoda, że On nie ma ciała. Jak się jest młodym, to ma się dużo kłopotów z ciałem. Chcę Ci jednak powiedzieć, że ono jest piękne, bo stworzone do miłości. To nieprawda, że seks jest brudny. Przecież dzięki niemu urodziłem się ja, urodziłaś się Ty, nawet on, Jan Paweł II urodził się dzięki niemu. To musi być piękne. Uwielbiaj Boga za swoje ciało i zdolność do współżycia. Ale skoro to taka piękna sprawa, to nie wolno jej zabrudzić i zniszczyć. Kościół jest w dzisiejszym świecie jedyną wspólnotą, która tak bardzo docenia seksualność. Inni podpowiadają Ci, żeby sprowadzić tę funkcję do najniższej potrzeby człowieka. A przecież ciało jest świątynią Boga. Swoją drogą, to przecież właśnie Bóg oddał nam swoje Ciało. Nie potrzebne byłoby Betlejem, Kalwaria, Krzyż czy Eucharystia, gdyby ciało i cielesność nie miały być święte. Popatrz na swoje ciało oczyma Boga zanim coś postanowisz w sprawie swojej cielesności.

Dobrze, że się jeszcze wstydzisz, bo zdrowy wstyd to najlepsza ochrona

Lubię Cię, Anka, za twoją skromność, za to, że nie pokazujesz pępka, skromnie się ubierasz i nie nosisz ostrego makijażu. Przez to mogę skupić się na Tobie, na tym, jaka jesteś. Cieszę się, że nie przesłaniasz siebie rzeczami, malowidłami, że nie szpanujesz ciałem. Pisałaś mi, że czasem czujesz się jak głupia i wstydliwa gęś. Nie bój się swojego wstydu! My, mężczyźni, nie lubimy bezwstydnych kobiet. Karol Wojtyła świetnie pisał o wstydzie. On jest dany nam przez Boga, żeby nas chronić przed brudnymi myślami, niepotrzebnymi skojarzeniami i patrzeniem na kogoś przez pryzmat rzeczy.

Małżeństwo to sakrament, czyli znak Bożej miłości

Pytałaś mnie, czy znam jakąś receptę na udane małżeństwo. Myślałem trochę nad tym i odkryłem ją w książce Karola Wojtyły. Tą receptą jest sakrament małżeństwa. Nie chodzi mi wcale o biały welon i wypastowane buty pana młodego. Nie chodzi mi tym bardziej o wesele, wódkę i gości. Sakrament, jak pamiętasz, to zewnętrzny znak Bożej rzeczywistości. Jak kogoś poślubisz, to razem z nim staniesz się zewnętrznym znakiem najpiękniejszego małżeństwa w historii: małżeństwa Boga ze swoim ludem. I to jest właśnie ta recepta. Kochaj swojego męża jak Chrystus kocha Kościół i wymagaj od niego, aby kochał Cię tą samą miłością. A jak kocha Bóg? Przecież dobrze o tym wiesz: Bóg kocha na dobre i na złe, kocha aż do śmierci i uczciwie, i nie bierze rozwodu ze swoim Kościołem. A znakiem Jego miłości jest dar Ciała złożonego na krzyżu. Jego Ciało jest pieczęcią tej miłości i znakiem sakramentu. Dlatego z darem ze swojego ciała czekaj aż do ślubu, bo i Chrystus ofiarę swojego Ciała złożył, gdy do końca nas umiłował...
Muszę już kończyć. Resztę sobie doczytaj - w końcu jeszcze pamiętasz naszego Papieża. Jestem przekonany, że lektura wspomnianej książki wywoła w Tobie prawdziwą rewolucję w miłości. Życzę powodzenia.

"Pokolenie" 2/2007

Editor: Tygodnik Katolicki "Niedziela", ul. 3 Maja 12, 42-200 Czestochowa, Polska
Editor-in-chief: Lidia Dudkiewicz • Translation: Aneta Amrozik • E-mail: redakcja@niedziela.pl